Listy do zimy #1 [edycja 3]


Droga, Zimo!
     Dawno się do Ciebie nie odzywałam, ale trzeba przyznać, że w tym roku rzadko Cię widuję. Śnieg mówi, że złagodniałaś w ciągu ostatnich lat, ale ja czasami tęsknię za tą srogą Zimą.
     Jeśli jesteś ciekawa, co u mnie, to muszę przyznać, że dzieje się sporo! Prawie miesiąc temu miałam studniówkę i bawiłam się znakomicie mimo wszelkich obaw. Ale oznacza to także, że do matury pozostało coraz mniej czasu, a ja ciągle mam poczucie, że umiem za mało. Czas leci coraz szybciej!!! Ostatni tydzień minął jak mrugnięcie oka, a ja nadal nie powtórzyłam nic z chemii... Boję się też strasznie matury rozszerzonej z polskiego... Zimo, jestem na profilu mat-biol-chem i nie rozszerzałam tego przedmiotu i mam ogromny problem z pisaniem tych prac. Próbuję to wyćwiczyć. Proszę, trzymaj za mnie kciuki.
     Oprócz szkoły dzieje się też sporo w życiu prywatnym. A ja zamiast upraszczać, to wszystko komplikuję. Przez szkołę nie mam nawet czasu tego wyprostować... Pocieszam się myślą, że to tylko taki okres i on minie. Ale czuję się trochę nieobecna tutaj... Jak odnaleźć znowu siebie? Zimo, co mam robić?
     Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku. Koniecznie pozdrów ode mnie Mróz i Śnieg, bo dawno ich nie spotkałam. Trzymaj się, moja droga. Przesyłam buziaki!
 Ana 


*seria inspirowana filmikami Carrie Hope Fletcher*


Psst... Tym razem punktualnie! :D

Czytaj dalej

Opowieść o jednej śnieżnej nocy [108]


„Trzy gwiazdy literatury młodzieżowej, z kultowym pisarzem, Johnem Greenem na czele, napisały na czas Gwiazdki trzy połączone ze sobą opowiadania.

Punktem wyjścia jest burza śnieżna, która w Wigilię kompletnie zasypuje miasteczko Gracetown. Na tle lśniących białych zasp pięknie prezentują się prezenty przewiązane wstążeczkami i kolorowe światełka połyskujące w nocy wśród wirujących płatków śniegu.

Śnieżyca zamienia małe górskie miasteczko w prawdziwie romantyczne ustronie. A przynajmniej tak się wydaje… Bo przecież przedzieranie się z unieruchomionego pociągu przez mroźne pustkowia zazwyczaj nie kończy się upojnym pocałunkiem z czarującym nieznajomym. I nikt nie oczekuje, że dzięki wyprawie przez metrowe zaspy do Waffle House uda się odkryć uczucie do wieloletniej przyjaciółki. Albo że powrót prawdziwej miłości rozpocznie się od nieprzyzwoicie wczesnej porannej zmiany w Starbucksie. Jednak w śnieżną noc, kiedy działa magia Świąt, zdarzyć może się wszystko…”
- lubimyczytac.pl


Mimo że od Wigilii minął już ponad miesiąc, mam nadzieję, że z przyjemnością wrócicie choć  na chwilę jeszcze do tego świątecznego klimatu i przeczytacie, co mam do napisania o tym zbiorze trzech opowiadań. :D 

Po książkę tę sięgnęłam tylko ze względu na ogromny sentyment do Johna Greena, którego styl bardzo lubię. I podejrzewam, że gdyby nie jego nazwisko na okładce, raczej nie sięgnęłabym po nią. Mimo wszystko trzeba przyznać, że czytało mi się ją bardzo przyjemnie i szybko. 

Pomysł na zbudowanie jednej historii z punktu widzenia trzech osób spodobał mi się już na samym początku i byłam szczerze ciekawa jego realizacji. Muszę jednak stwierdzić, że autorom udało się zbudować klimat. Ciekawie czytało to się przede wszystkim dlatego, że każda historia miała wspólne elementy z następną czy poprzednią. Wspomniane były postacie czy bohaterowie mijali miejsca, w których bohaterowie poprzedniego opowiadania mieli przygodę. 

Nie miałam zbyt dużych oczekiwań co do całej książki, ponieważ od daty premiery minęło kilka lat i słyszałam naprawdę różne opinie na temat tej książki. Dlatego podchodziłam raczej z dystansem i chwała za to! bo prawdziwie bym się zawiodła. 

Moim ulubionym opowiadaniem na samym początku zostało (jak nietrudno się domyślić) opowiadanie Johna Greena pt. Bożonarodzeniowy Cud Pomponowy, ale z perspektywy czasu uznałam, że najbardziej spodobała mi się historia napisana przez Maureen Johnson, czyli Podróż wigilijna. Totalnie natomiast nie przypadło mi do gustu zakończenie w postaci opowiadania Lauren Myracle. I na tym się zawiodłam...

Jakie mam zarzuty wobec opowiadań Greena i Myracle? U Johna zawiało przewidywalnością i czytelnik tak naprawdę już po paru stronach mógł domyślić się zakończenia, choć nie było ono takie pewne. U autorki denerwowała mnie główna bohaterka. Maruda skupiona na sobie i własnym bólu egzystencjalnym spowodowanym swoją głupotą... Ciężko było mi to kończyć, ale jednak po troszku zmusiłam się, ponieważ chciałam poznać zakończenie całej książki. 
Podsumowując, W śnieżną noc jest przyjemną i szybką lekturą, idealną na okres świąteczny czy poświąteczny, kiedy jeszcze chwytamy się tego klimatu choinki itp. Nie jest książką najwyższych lotów, ale stanowi świetny przerywnik od cięższych lektur czy gniotów. Kto jeszcze się nie zapoznał, niech zrobi to w tym roku :) 

Ocena:  

Czytaj dalej

Słyszysz tę melodię? To Okrutna pieśń... [107]


Taki cień to piętno człowieka, którego przemoc przybrała realny kształt. Piętno grzesznika.

Czas po Fenomenie. Stolica Prawdziwości podzielona na pół Szwem. Miasto Północne z przywódcą Harkerem i Miasto Południowe, którym kieruje Flynn. Potwory są obecne w każdym z nich. Potwory, które rodzą się z przemocy, złych występków i zbrodni. Tylko, że w dwóch różnych miastach w różny sposób się je zwalcza. 

Kate Harker. Silna, temperamentna nastolatka. Została wyrzucona z sześciu szkół w ciągu 5 lat zanim na dobre osiadła przy boku ojca z poczuciem udowodnienia mu, że zasługuje na to miejsce. I August Flynn. Potwór należący do jednego z trzech gatunków monstrów - najbardziej inteligentnego, najbardziej podobnego do człowieka i powstałego do wymierzania sprawiedliwości za pomocą muzyki w każdej postaci. Oboje pragną zupełnie przeciwnych rzeczy. Ona - być bezwzględną niczym potwór, a on marzy o byciu człowiekiem. Kiedy dochodzi do konfrontacji między nimi, wszystko jest jest możliwe. Przecież każde może wydać drugie prosto w ręce przeciwnego obozu. 

Nie czytałam Mroczniejszego odcienia magii, więc nie wiedziałam zupełnie, na co się szykować  w przypadku Okrutnej pieśni. Ale muszę przyznać, że autorka zauroczyła mnie swoim swobodnym stylem już od samego początku i z przyjemnością i ciekawością czytałam kolejne strony.

Pomysł na fabułę i realizacja jego to majstersztyk. Tak oryginalnej książki nie czytałam już dawno. Geneza powstawania potworów i ich charakterystyka! To było naprawdę coś niesamowitego, a poznawanie świata Verity było fenomenalną przygodą. Dopracowana została nie tylko scenografia, czyli tło wydarzeń, ale także historyczna strona tej opowieści. Autorka skłoniła się nawet do wymyślenia historii stolicy Prawdziwości i ogółem przebiegu wydarzeń, które doprowadziły do powstania na terenie Stanów Zdjednoczonych Dziesięciu Terytoriów. Strasznie imponuje mi, kiedy autor dopracowuje w powieści nawet najmniejsze szczególiki. 
Kreacja bohaterów jest tak samo świetna, jak tła wydarzeń. Mają oni swoją przeszłość, wady i zalety. Mamy dwójkę głównych bohaterów i narracja też jest prowadzona z dwóch perspektyw. Moją sympatię zdobył zdecydowanie August, nie Kate, mimo że lubię bohaterki z charakterem. Ale oboje są wspaniałymi postaciami i myślę, że znajdą się też zwolennicy dziewczęcej części tego duetu. Mimo zawodu niektórych nie mamy do czynienia tutaj z wątkiem romantycznym i muszę przyznać, że ogromnie mnie to cieszy, bo miałam już lekko dość młodzieżówek fantastycznych, w których człowiek i istota o nadprzyrodzonych mocach zakochiwali się w sobie bez pamięci. Jednak w Okrutnej pieśni relacja Augusta i Kate jest i chyba zawsze już będzie jedną z ulubionych książkowych relacji między bohaterami. Musicie przeczytać i sami przekonać się, co mam na myśli. 

Cieszę się, że Wydawnictwo Czwarta Strona zdecydowało się wydać tę książkę w zagranicznej okładce, bo ona także nadaje książce klimatu. A skrzypce i wieżowiec na niej nawiązują do fabuły. W środku też jest podział "muzyczny" jakby na Preludium, Wers 1, 2, 3, 4 i Elegię. No i to wydanie jest po prostu cudowne. Ja jestem zachwycona! 

***

- Wszystko w porządku? - zapytał.
Jego głos wciąż pozostawałam beznamiętny, lecz nie pusty. Brzmiało w nim słabe echo zmartwienia. Kate odetchnęła drżącym oddechem. Spojrzała na siebie, na swój podarty sweter i zakrwawione ręce. 
- Żyję. 
Na jego twarzy pojawił się zmęczony uśmiech. 
- To już coś. 

***

Wiele zachwytów dzisiaj się polało tutaj, ale ta książka jest naprawdę warta tych słów, warta uwagi. Jest pierwszą książką, którą przeczytałam w 2018 roku, ale baaardzo cieszę się, że to od niej zaczęłam i mam nadzieję, że reszta roku będzie tak samo dobra, jak ona. Po przeczytaniu jej siedziałam i co chwila mówiła: "to było tak dobre!", bo byłam w szoku - dawno nie trafiłam na coś takiego. Po prostu usiądziecie z nią i nie będziecie mogli się oderwać, gwarantuję. Więc jeśli jeszcze nie wiecie, czy sięgnąć po nią czy nie, to uwaga! rozwiewam wasze wątpliwości - OCZYWIŚCIE, ŻE SIĘGAJCIE!!

Ocena: 

Za możliwość zapoznania się z Okrutną pieśnią dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona 💕

Halo, halo! Jeśli jeszcze nie obserwujesz mojego Instagrama, to koniecznie Cię do tego zachęcam, bo już wkrótce pojawi się tam więcej zdjęć nawiązujących do Okrutnej pieśni. Znajdziesz mnie pod nazwą @czytam.z.pasja  Koniecznie tam zajrzyj, jeśli spodobało ci się zdjęcie wyżej!



Czytaj dalej

ULUBIEŃCY 2017, czyli najlepsze książki ubiegłego roku


Może to trochę późno na taki post, ale chciałabym  podzielić się z Wami książkami, które były dla mnie tymi najlepszymi w 2017 roku. Wybrałam ze wszystkich przeczytanych te, które otrzymały ode mnie ocenę 9-10 i choć początkowo myślałam, żeby zmieścić się w standardowej 5, wyszło, że pozycji, o których chcę wspomnieć jest aż 11. Z bólem serca odrzuciłam jednak 4, więc zapraszam was na post o SIEDMIU NAJLEPSZYCH KSIĄŻKACH 2017 ROKU. 

Czytaj dalej

Czy to koniec? Co z Czytam z pasją?


Hej! 
Tak długo mnie tutaj nie było, że czuję obowiązek się z Wami przywitać. Ostatni post pojawił się ponad dwa miesiące temu i jest mi z tego powodu okropnie wstyd! 

Kiedy zaczynałam klasę maturalną we wrześniu, nie myślałam, że będę miała tak mało czasu na czytanie. W efekcie nauka stała się priorytetem, a jedynymi książkami, które czytałam od listopada były lektury... Nie recenzuję lektur, więc nie miałam za bardzo czego tutaj publikować. Nawet jak znajdowałam chwilę, żeby coś poczytać, to albo nie miałam już na to siły i spałam, albo rezygnowałam z książek, bo miałam dosyć tych  do nauki i oglądałam seriale. Moje czytanie totalnie upadło... A wraz z nim blog.

Było mi naprawdę źle, że przestałam tutaj publikować i tęskniłam za tym. Ale doszłam też do wniosku, że najbliższe miesiące będą jeszcze intensywniejsze niż do tej pory i na swoje przyjemności i pasje nie będę miała znowu chwili, więc postanowiłam zrobić to, o czym dowiedziecie się, czytając dalej. 

Mianowicie zdecydowałam ZAWIESIĆ bloga prawdopodobnie do czerwca. Moje wyniki z matur próbnych potwierdziły obaw dotyczące braków w wiedzy i teraz będę te braki uzupełniała. 

Aby nie zostawiać Was z pustymi rękami, opublikuję na blogu zaległe posty, które pojawiać się będą przez najbliższe kilka poniedziałków kilka minut po 16 (może wpaść także kilka nadprogramowych w innym terminie). Mam nadzieję, że to w jakiś sposób Was usatysfakcjonuje ;) 

Przepraszam za tak długą przerwę i do czerwca! 
Trzymajcie się ciepło 💕
Ana 
Czytaj dalej

Przed końcem świata - Tommy Wallach [105]


Andy uśmiechnął się do kawy. Najwyraźniej nie przywykł do pochwał. Zastanawiała się, czy to dlatego ludziom przestaje zależeć. Nikt ich nie chwali, kiedy robią coś dobrze, więc zaczynają się zastanawiać, po co w ogóle się starać.

Czytaj dalej