wtorek, 9 maja 2017

Dotyk Julii - Tahereh Mafi [88]


Nienawiść wygląda tak niepozornie, dopóki się nie uśmiechnie. Dopóki nie obróci się i nie skłamie, a jej usta i zęby nie nabiorą cech czegoś zbyt biernego, żeby zadać mu cios pięścią. 

Spędziła 264 dni w zamknięciu w szpitalu psychiatrycznym. Zanim tam trafiła, została oskarżona o morderstwo. Dzieci rzucały w nią kamieniami, robiąc rany, po których blizny nosi do tej pory. Była samotna. Czuła się niekochana. A to wszystko przez niesamowity przeklęty dar. Dotyk, który zabija. Przywódcy Komitetu Odnowy chcą wykorzystać ją jako narzędzie tortur, jednak ona zaczyna nareszcie wierzyć, że nie jest potworem potworem potworem i buntuje się.

Dotyk Julii, czyli książka, o której nadal się mówi. I mówi się różnie. Pozycja, której już od dawna byłam ciekawa i wreszcie miałam okazję się z nią zapoznać.

Julię poznajemy w momencie, kiedy znajduje się w szpitalu psychiatrycznym albo raczej zakładzie, czy czymś w tym rodzaju. Niegodziwe warunki panujące tam nie pozwalają nazwać tego miejsca szpitalem. Jest zamknięta w czterech ścianach. Widok na świat ma przez niewielkie okno, które jest jedynym źródłem światła. Jej cela znajduję się pod ziemią, więc jest w niej niesamowicie zimno, a sama Julia nie ma zbytnio czym się okryć, pomijając jeden koc, który nie wystarcza.

Początek i kreacja świata przez autorkę zachęca fana dystopicznych historii do sięgnięcia po lekturę. Jednak trzeba zaznaczyć, że tej dystopii w dystopii niewiele było. Osobiście, nie przeszkadzało mi to. Ale jeśli nastawiliście się taką lekturę, to niestety trochę się zawiedziecie. Jednak pomysł na fabułę nie jest tuzinkowy.

Tahereh Mafi wykreowała bardzo posępny i dość straszny świat, w którym wyginęła większość zwierząt i roślin. Człowiek nie jest w stanie zapanować nad warunkami atmosferycznymi, które stają się coraz groźniejsze. Klimat bardzo się zmienił i ludzie się zmienili. Stracili wolę walki o siebie, o Ziemię, o dobro wspólne. Kierują się własnymi motywami, a czynnikiem napędzającym jest w ł a d z a. 
- Idź spać. 
- Idź do diabła. 
Zgrzyta zębami. Idzie do drzwi. 
- Jestem już w połowie drogi - mówi. 

Styl autorki jest bardzo specyficzny. Bardzo obrazowo, a wręcz ciut poetycznie opisywane są pomieszczenia, rzeczy. W tekście pojawiają się skreślenia takie, jakie możecie zobaczyć w pierwszym akapicie. W ten sposób cała historia nabiera charakteru i podkreśla dwojakość myśli Julii i ukazuje, że sama bohaterka walczy ze sobą samą. Pojawia się także wiele opisów jej przeżyć wewnętrznych, jej rozterek, z którymi musi się zmagać, i rozmyślań. Całą książkę czyta się niesamowicie szybko i przyjemnie. I zawsze o tym wspominam, bo uważam to za zaletę, jeżeli czytelnik nie męczy się, czytając, i szybko pochłania lekturę. 

Jeżeli chodzi o bohaterów, to miałam wrażenie, jakby w pewnych momentach byli "mdli". Jedyną wyrazistą postacią był Warner, którego nie poznajemy raczej z tej dobrej strony. I jeżeli chodzi o Adama, to nie darzyłam go do końca zaufaniem, czy słusznie, musicie się sami przekonać. Postać Julii jest postacią... Hm. Nie bardzo wiem, jak ją opisać. Na pewno dziewczyna wiele przeszła, ale jej relacja romantyczna z jednym z bohaterów, miałam wrażenie, jakby była naciągana, ale może to tylko moje odczucia. Zdobyła moja sympatię, choć nie popierałam jej każdego działania.

Dotyk Julii jest książką, przy której czytaniu ciągle byłam skupiona. Nawet jeśli działo się coś dobrego, to non stop byłam gotowa na to, że za chwilę się wydarzy coś złego i nie miałam zaufania do autorki. Nie wiem, czy tylko ja tak miałam (jeśli czytaliście Dotyk Julii, to koniecznie dajcie znać, czy mieliście podobnie!). Więc w moim odczuciu napięcie w książce jest niesamowite i stanowi ogromny plus. Książkę tę pochłonęłam jednym tchem i z pewnością sięgnę po kolejne tomy, które, mam nadzieję, okażą się tak dobre, jak pierwszy. 

Ocena: 8/10 

Jeżeli czytaliście Dotyk Julii i chcecie podzielić się swoim zdaniem, to zostawcie komentarz. Jeżeli nie czytaliście, a czujecie się zachęcenie, to również dajcie znać. 
Miłego dnia! 

środa, 3 maja 2017

Mati, Rafi i chomik z kosmosu - Rafał Kotek [87]


Wiecie co? Mimo że za kilka miesięcy skończę 18 lat, zdarza mi się sięgać po książki dla dzieci. Są to szczególne pozycje, bo często zawierają morał czy przypominają nam - starszym o wartościach, które porzuciliśmy, dorastając. Dzisiaj przychodzę do Was z bardzo krótką recenzją książeczki dla dzieci autorstwa Rafała Kotka Mati, Rafi i chomik z kosmosu. 

Książeczka opowiada o dwójce ośmioletnich chłopców, którzy pewnego razu znajdują na podwórku chomika, nad którym znęcają się szkolne cwaniaki. Postanawiają wstawić się za chomikiem i takim sposobem narażają się bandzie, ale ratują także zwierzątko. Okazuje się, że chomik przybył z kosmosu z misją. Ma za zadanie nauczyć chłopców ekologicznych zachowań. 

Jeżeli macie młodsze rodzeństwo w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym, to myślę, że powinniście usiąść razem z nim i zapoznać się z tą historią. Rafał Kotek ma bardzo swobodny styl. Książeczka jest króciutka i zawiera ilustracje, które urozmaicają treść. Autor poprzez lekturę przekazuje młodszym czytelnikom, jak dbać o środowisko i jakie konsekwencje wynikają z bezmyślnych działań człowieka. Dodatkowym plusem jest świetnie przedstawiony tok rozumowania dziecka. Książeczka jest napisana bardzo prostym językiem i myślę, że żaden z czytelników nie będzie miał problemu z jej odbiorem. 

Jeżeli macie tak młodziutkie rodzeństwo, to naprawdę polecam zapoznać ich z tą pozycją.

 Za możliwość przeczytania tej książeczki dziękuję autorowi - Rafałowi Kotkowi. 



wtorek, 2 maja 2017

5 ulubionych bohaterów lektur


Ze względu na to, że na blogu pojawiały się ostatnio jedynie recenzje, przygotowałam dla Was dzisiaj post poniekąd związany ze szkołą, choć majówka trwa i może nie powinniśmy nawiązywać do niej. Mimo wszystko mam nadzieję, że post spodoba Wam się, a będzie dotyczył on ulubionych postaci z szkolnych lektur.

Jestem w II klasie liceum, więc śmiało mogę powiedzieć, że większość lektur już za mną. W dotychczasowej edukacji nie przeczytałam zaledwie 4 czy 5 lektur. Należą do nich  Krzyżacy czy W pustyni i w puszczy (nie lubimy się z Sienkiewiczem), Szatan z siódmej klasy i Hobbit, czyli tam i z powrotem. Te pamiętam, ale mam wrażenie, że jeszcze jedna mi umknęła. W liceum do tej pory przeczytałam każdą lekturę, nawet Lalkę, jeśli byliście ciekawi. 

Przez tyle lat i przez tyle książek przewinęło się mnóstwo bohaterów, ale dzisiaj wspomnę tylko o moim ulubionych. Choć brzmi to może dość absurdalnie, ale trzeba przyznać, że niektóre lektury są naprawdę w porządku. A tak na marginesie - możecie napisać w komentarzu, czy chcielibyście post o lekturach, które mi się podobały albo o bohaterach lektur, których nie znoszę. Przejdźmy już zatem bez przedłużania do postaci książkowych. 


1. Oskar z Oskara i pani Róży


Bodajże lektura z 2. klasy gimnazjum lub 3.. Oskar jest postacią, która bardzo szybko zaskarbia sobie sympatię czytelnika. To nad wyraz inteligentny i dojrzały jak na swój wiek chłopiec, dotknięty ciężką chorobą. Sama lektura jego listów była niesamowicie przyjemna, ale także wzruszająca. Z pewnością wrócę jeszcze do tej lektury i do Oskara.


2. Mary Lennox z Tajemniczego ogrodu 


Tajemniczy ogród jest jedną z moich ulubionych lektur. Z początku Mary strasznie mnie irytowała, później jednak, kiedy po kilku tygodniach pobytu u wuja zmieniła się, bardzo ją polubiłam i jako mała dziewczynka poniekąd podziwiałam za odwagę i osobowość. Do tej pory darzę ją sympatią i mam sentyment do niej. 


3. Pan Kleks z Akademii Pana Kleksa


O tej postaci chyba nie muszę pisać zbyt wiele. Myślę, że osób, które jak ja, pokochały pana Kleksa i jego akademię, jest wiele. Osobiście jako kilkuletnia dziewczynka, bo prawdopodobnie miałam 9 lat, kiedy czytałam tę lekturę, byłam oczarowana akademią i chciałam się w niej uczyć. Pan Kleks wydawał się niezwykłą postacią. Potrafił latać i miał piegi i dziwnie się ubierał. Od tamtej pory nie wracałam do tej książki, jednak jeśli w telewizji była emitowana jej ekranizacja, to zawsze ją oglądałam.

4. Dzieci z Dzieci z Bullerbyn 


Lisa, Lasse i Bosse oraz Britta, Anna i Olle byli postaciami, które ja dosłownie pokochałam. Marzyłam, żeby mieć tak jak dziewczynki sznurek między domami. W ogóle chciałam wejść do książki i bawić się razem z jej bohaterami. Uwielbiam tę lekturę i chcę ją mieć w swojej biblioteczce.


5. Pani prezesowa Zasławska z Lalki 


Tak jak do tej pory były jedynie lektury ze szkoły podstawowej i jedna z gimnazjum, tak teraz przyszedł czas na postać z lektury licealnej, którą ostatnio skończyłam. Pani Zasławska należy do arystokracji i jest dość znaczącą damą w towarzystwie. Jednak nie jest ona tak fałszywa i nie obnosi się tak ze swoim majątkiem jak reszta bohaterów. Poza tym darzy Wokulskiego szczerą sympatią. Jest wzorem dla reszty arystokracji i patriotką. Traktuje swoją służbę jak ludzi wolnych i dba o dobro biedniejszych warstw społecznych. Darzę ją niesamowitą sympatią zwłaszcza za postawę i stosunek do Wokulskiego. 

To by było na tyle, jeśli chodzi o bohaterów lektur szkolnych. Zachęcam Was do podzielenia się swoimi typami w komentarzach lub na własnym blogu. Dajcie znać, czy chcielibyście inne posty związane z lekturami. 


Życzę Wam udanej majówki i ściskam! 
Ana

sobota, 29 kwietnia 2017

Pułapka uczuć - Colleen Hoover [86]


Nie da się uciec do innego miasta, do innego miejsca, innego stanu. Przed czymkolwiek byśmy uciekali, to coś jedzie razem z nami. Zostaje z nami, dopóki nie znajdziemy sposobu, żeby się z tym zmierzyć. 

Layken Cohen przeprowadza się z Teksasu do Michigan po śmierci swojego taty. Nie jest zadowolona z przeprowadzki nie tylko dlatego, że wraz z matką i bratem opuszcza ulubione miejsca i przyjaciół, ale również dlatego, że matka decyduje się sprzedać ukochany dom, z którym wiążą się wspomnienia z tatą i zmienić zupełnie klimat - z bardzo ciepłego na chłodny. Layken z bratem i mamą postanawiają rozpocząć nowe życie tysiące kilometrów od prawdziwego domu. A raczej matka tak postanawia, bo osiemnastolatka decyduje się wrócić do Teksasu po skończeniu szkoły. Kiedy bohaterowie wjeżdżają na podjazd i rozpoczynają rozpakowywanie, poznają swoich sąsiadów z naprzeciwka. Rodzina Cohenów nie ma pojęcia jak Cooperowie wpłyną na nich i jak dużą rolę odegrają w ich życiu w nowym miejscu i relacjach między nimi. 

Kiedy zaczęłam tę książkę byłam przekonana, że mi się spodoba. W końcu to Colleen Hoover, a tę autorkę wprost uwielbiam. Po pierwszym rozdziale byłam zaintrygowana fabułą, ale potem sporo aspektów się zepsuło...

Relacja między Lake a Willem, czyli synem sąsiadów z naprzeciwka, rozwija się bardzo bardzo bardzo szybko. Po trzech dniach znajomości decydują się iść na randkę i zaczynają być słodką parką. No błagam! To jest zupełnie nierealne i uznaję to za duży minus tej książki. 

Pojawiły się również momenty, kiedy byłam zaskoczona. Styl Colleen Hoover jest przyjemny i jej książki czyta się naprawdę szybko, więc dokończyłam Pułapkę uczuć tylko dlatego. 

Nie można nie wspomnieć o głównej bohaterce, która jest tak infantylną i głupiutką, jak na swój wiek. Ma 18 lat i gdyby nie przypominanie o tym w fabule, myślę, że czytelnik zapomniałby o tym fakcie. Wszystko przeżywa z dziecinną ekscytacją. Kiedy wydarzy się coś nie po jej myśli, płacze i wkurza się dosłownie na wszystkich. Kiedy wydarzy się coś, co ją ucieszy, zachowuje się jak mała dziewczynka, która dostała lalkę. Layken strasznie mnie irytowała i właśnie ze względu na nią miałam ochotę odłożyć tę książkę jeszcze przed zakończeniem. 

Jeżeli chcielibyście przeczytać o jej plusach, to muszę Was przeprosić, bo nie znajdzie się ich zbyt wiele. Są nimi ukazanie relacji w rodzinie i poezja, która odgrywa tutaj istotną rolę. Pułapka uczuć to pozycja dla czytelników, którzy nie mają zbyt wygórowanych wymagań i zadowalają się tylko dobrą powieścią młodzieżową. Zawiodłam się na tej pozycji i myślę, że nie będę kontynuowała tej trylogii. Jeżeli potrzebujecie niezobowiązującej młodzieżówki na jeden wieczór, to ta książka się nada. 

Ocena: 6.5/10

środa, 12 kwietnia 2017

Listy do zimy #4 - II edycja


12 kwietnia 2017 r. 

Droga, Zimo! 

       Uznałam, że to dobry czas, żeby się pożegnać, więc piszę ostatni w tym sezonie list. Na dworze akurat dzisiaj jest mega zimno, ale na drzewach pojawiły się już pączki, a w ogródkach zakwitły tulipany! Powoli nadchodzi Wiosna.
       Zimo, ostatnio przechodzę kryzys. Myślę, że to wszystko przez zamieszanie w życiu prywatnym, złożoność sytuacji, z którymi muszę sobie poradzić i szkołę właśnie tak się dzieję. Czuję się totalnie przytłoczona nauką. Nie mam czasu na czytanie. Zaniedbałam bloga. Czuję się źle, że nie daję sobie ze wszystkim rady, mimo tego, że staram się dystansować i nie przeżywać wszystkiego aż tak bardzo. To trudne. Ciągle staram się pracować nad sobą. Jednak uczucie, że zawodzę ludzi i samą siebie jest dużo silniejsze.
       Dzisiaj zaczyna się przerwa świąteczna, więc będę miała chwilę może wytchnienia. Choć i tak czeka mnie nadrabianie materiału z chemii i czytanie Lalki. Zostało mi jeszcze ponad 500 stron i muszę je przeczytać w tydzień... Pogoda jakoś nie nastraja mnie pozytywnie do tego wszystkiego. Od kilku dni jest bardzo zimno i pada deszcz albo grad. Chciałabym już wiosny w pełnej krasie, wybacz. 
     Widać natomiast, że w tym roku pokorniej oddajesz władzę Wiośnie. Jestem dumna, Zimo! Żegnam się już z Tobą. Życzę wszystkiego dobrego i do napisania za rok! 

 Moc uścisków i całusów, 
Ana  

*seria inspirowana filmikami Carrie Hope Fletcher*

sobota, 1 kwietnia 2017

Niebieskie rybki, stary opuszczony dworzec i Kintsukuroi | Chemia naszych serc - Krystal Sutherland [88]


Kiedy patrzę w niebo , uświadamiam sobie, że jestem zaledwie popiołem po dawno umarłych gwiazdach. Człowiek to zbiór atomów, które przez krótki czas tworzą określony układ, a potem znów się rozpadają. 

Henry Page jest redaktorem szkolnej gazetki i uczniem ostatniej klasy liceum. Na początku roku poznaje Grace, która przepisała się do jego szkoły dopiero w tym roku. Wygląda dziwnie... Ubiera się w męskie ubrania, pachnie jak facet i zwyczajnie sprawia wrażenie zaniedbanej. Ponad to kuleje i porusza się o lasce. Nauczyciel nadzorujący gazetkę proponuje obojgu stanowisko redaktora i w ten sposób tych dwoje zmuszonych jest ze sobą współpracować. Henry'ego coraz bardziej intryguje postać dziewczyny i pragnie poznać tajemnicę, którą skrywa. Nie spodziewa się, że może być ona tak mroczna. 

Chemia naszych serc to pozycja, która wciąga już od pierwszych stron. Zaczęłam ją czytać, chcąc przełamać swój czytelniczy zastój, i zdecydowanie udało jej się sprawić, że wróciła mi chęć czytania. Na początku roku założyła sobie, że każdego dnia będę czytała przynajmniej rozdział. Wyobraźcie sobie, jak bardzo musiałam być rozdarta w sobie, kiedy jednocześnie byłam ciekawa dalszych losów bohaterów i musiałam wracać do nauki lub zwyczajnie iść spać, żeby rano nie zaspać do szkoły. Tak więc naprawdę ostrzegam, żebyście nie zaczynali tej książki w czasie, kiedy macie naprawdę dużo do zrobienia. 

Można powiedzieć, że to słodko-gorzka historia, która niejednokrotnie rozśmieszy nas (mogliście to zobaczyć na moim instastory @czytam.z.pasja), ale i zaszokuje.  Nie jest to, myślę, pozycja, która wzrusza, chociaż może znajdą się i osoby, którym zakręci się łezka w oku. To książka z bardzo głęboką bohaterką, której autorka wykreowała wspaniały portret psychologiczny. 

Przejdźmy płynnie do bohaterów, skoro już o nich zaczęłam pisać. To właśnie Grace jest postacią, która należy do tych, których można określić mianem bohaterów z duszą (peryfrazując Maję K.). Jej kreacja jest niezwykle złożona, a ja uwielbiam właśnie tak "głębokie", więc mimo niektórych momentów, kiedy Grace irytowała mnie, starałam się zrozumieć ją i jej motywy działania i mimo wszystko chyba mogę powiedzieć, że darzą ją jakąś sympatią. Postać Henry'ego jest postacią, której naprawdę kibicowałam we wszystkim, co robił, i trzymałam za niego kciuki. Kurczę, naprawdę go polubiłam! 
Nie mogę nie wspomnieć tutaj o przyjaciołach Henry'ego, którzy są niesamowici. Mimo że książka naprawdę nie jest obszernych rozmiarów i skupia się bardziej na historii głównej dwójki. La i Muz są postaciami drugoplanowymi, ale myślę, że dość wyraźnie zarysowanymi. Ich przyjaźń z Henrym jest tutaj przedstawiona tak, że naprawdę zazdrościłam im takiego zagrania i lojalności. Z a w s z e mogli na siebie liczyć i w każdej sytuacji byli dla siebie wsparciem. Ukazanie ich więzi w tej książce jest, moim zdaniem, jedną z wielu zalet. 

Dobra, wspomniałam już coś o humorze, ale naprawdę trzeba przyznać, że dialogi między bohaterami lub między Henrym i jego rodzicami po prostu zwalają z nóg. Wybuchałam głośnym śmiechem. Tak działo się do pewnego momentu. Potem sytuacja się trochę skomplikowała i ze słodkiej historia zaczęła się zmieniać w taką leciutko creepy. 

- Czy trzeba ci zapewnić pilny transport powrotny w ramach ucieczki od tych być może naruszających prawo działań?
- Jeszcze nie wiem. Będę w kontakcie, ale nie powinienem wrócić zbyt późno . Nie chcę, żebyście na mnie czekali do nocy. 
- Gdybym nie odbierała, poproś policję, żeby cię odwiozła. A my udamy, że dajemy ci szlaban na miesiąc. 
- Dzięki, mamo.  

Chemia naszych serc to historia o miłości jednak nie takiej jakiej by się wszyscy spodziewali. To historia, do której można odwołać się w rozprawce o odkupieniu, naprawdę. Nawet nie wiedzie, jak bardzo tutaj to jest wpisane, dopóki nie przeczytacie Chemii. To także historia o przyjaźni, prawdziwej i takiej, w której przyjaciele pragną dla ciebie dobra. To pełna metafor, troszkę dramatyczna powieść, która z początku wcale się taka nie wydaje. I historia o poczuciu małości i marności wobec potęgi wszechświata. Myślę, że naprawdę warto po nią sięgnąć. Wciągniecie się niesamowicie i nawet nie obejrzycie się, kiedy zamkniecie książkę i nie będziecie wierzyli, że to już po wszystkim. 

Ocena: 9/10 


Kocham swój internet. Znowu miałam z nim problemy, więc recenzja dopiero dzisiaj, mimo że miała być dużo wcześniej. 


Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia