niedziela, 28 kwietnia 2019

"Dziewczyna z wieży" Katherine Arden (bez spoilerów fabuły poprzedniego tomu)


"Pragnę wolności (...). Ale chcę też mieć swoje miejsce i cel w życiu."

Wasi niełatwo jest żyć w Leśnej Ziemi po ostatnich wydarzeniach. Wszystko się zmieniło. Dlatego postanawia wyruszyć w drogę. Nie jest do końca świadoma tego, co czeka ją w dalszych zakątkach Rusi, że śmierć może ją spotkać na każdym kroku, ale decyzja zapadła. 

Wasilisa Pietrowna jest jedną z najbardziej zdeterminowanych postaci dziewczęcych/kobiecych, z jakimi miałam okazję się spotkać. Niezwykle silna i pewna siebie dziewczyna, która potrafi zawalczyć o swoje. Pełna odwagi i niedająca się włożyć w schematy. Portret kobiety, którą przez swoją niezależność i feminizm (może nie tylko dlatego) nazywano w XIV wieku "czarownicą" chyba jedynie przez brak lepszego określenia. 


Tak szczegółowo chciałam przedstawić Wam bohaterkę, bo w tym tomie widać jej zmianę. Nie jest ona już małą Wasią, teraz stała się dorosłą kobietą Wasilisą. W tamtych czasach świat stał otworem jedynie dla mężczyzn, kobiety nie były podróżniczkami. Podróż Wasi wymaga więc ogromnych pokładów odwagi. I choć jej postać naprawdę mi zaimponowała swoim zdeterminowaniem, zdarzały się też momenty, kiedy miałam ochotę po prostu powiedzieć jej "odpuść, dziewczyno, bo kusisz zły los" w chwilach, kiedy córka Piotra była koszmarnie uparta!! 

Ta część jest dużo mniej baśniowa niż "Niedźwiedź i słowik". Ale głównym motywem tym razem jest miasto, nie wieś. Nigdy w Moskwie nie byłam, nie oglądałam też za wiele zdjęć stamtąd, ale opis autorki tego miasta kilkaset lat temu z całymi tymi zdobieniami sprawił, że kiedy kilka dni później zobaczyłam gdzieś przypadkiem zdjęcie stolicy Rosji dzisiaj, pomyślałam "teraz widzę to, o czym czytałam". Wyobrażam sobie, że w tamtych czasach zdobień było równie dużo jak dziś, ale budynki były drewniane. I choć tej baśniowości jest mniej, to opisy zrekompensowały mi to. 

Nadal niemal fizycznie wyczuwalny jest chłód Rusi i ciepło palonych ognisk czy rozgrzanego pieca. Cieszę się, że premiery książek z tej trylogii są na wiosnę, ponieważ mam wrażenie, że w zimie musiałabym czytać je w kożuchu chyba... Nie wiem, jak udaje się to autorce, ale jej styl to magia!!!

W "Dziewczynie z wieży" nie znajdziemy już tak wiele brutalnych opisów. Owszem, nadal pojawia się krew, ludzkie tragedie czy inne okropności, ale są tutaj przedstawione już w mniej okrutny sposób, co wcale ich nie umniejsza. 

Na okładce, która jest przepiękna, znajduje się mnóstwo symboli, których znaczenie odnaleźć możemy w książce i to też bardzo mi się spodobało. A jednocześnie bogactwo zdobień oddaje też charakter ludowy, który jest odczuwalny w obu tomach. 

A jednak zabrakło mi tutaj czegoś, co tak bardzo oczarowało mnie w pierwszym tomie. Byłam usatysfakcjonowana rozwinięciem wątku, który zaintrygował mnie w "Niedźwiedziu i słowiku", ale to nadal było za mało. Tę część do połowy czytało mi się ciężej, ale jak tylko przekroczyłam połowę, nie mogłam oderwać się i przepadłam. Chciałam coraz szybciej i szybciej przewracać kartki, żeby poznać zakończenie. Magia, wartka akcja po 200 stronach i wyczuwalny niemal namacalnie klimat uratowały ten tom. 

Zdaję sobie sprawę, że trylogia, do której należy "Dziewczyna z wieży" nie każdemu może się spodobać i nie każdego porwie w równym stopniu jak mnie, ale jestem zdania, że każdy powinien się zapoznać z nią i ocenić, czy jest to literatura dla niego, czy nie. 

Ocena:★★★★★✩✩ 

ZA KSIĄŻKĘ DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU MUZA

1 komentarz:

Znajdziesz chwilę, żeby po przeczytaniu posta napisać kilka słów? Będę bardzo wdzięczna! :)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia