Prawa autorskie

Wszystkie teksty, zdjęcia książek i zdjęcia stosików zamieszczone na tym blogu, tj. Czytam z pasją, są mojego autorstwa. Zgodnie z DZ.U. z 1994r. nr 24 poz.83 mam prawo do ich ochrony i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej wyraźnej zgody.

13 powodów, żeby przeczytać "Trzynaście powodów" Jaya Ashera [90]



Jeśli słyszysz piosenkę, która wywołuje u ciebie łzy, a nie chcesz już płakać, nie słuchasz jej więcej.

Ale nie da się uciec od samego siebie. Nie można postanowić, że się już nie będzie siebie oglądać. Wyłączyć zgiełku w swojej głowie.


Nie wiem, czy byłabym w stanie napisać normalną recenzję Trzynastu powodów i nawet nie będę próbowała. Za dużo przy tym emocji... Dlatego postanowiłam, inspirując się tytułem, że podam Wam 13 powodów, dla których warto przeczytać Trzynaście powodów Jaya Ashera. Mam nadzieję, że Was przekonam! Zapraszam!

Czytaj dalej

Gwiazdy nad Oktober Bend - Glenda Millard [89]


ale nawet ja wiedziałam, że słowa są po to, by się nimi dzielić. 

Alice nie jest zwykłą nastolatką. I nie chodzi tu o niesamowity dar czy coś w tym rodzaju. Po prostu różni się od swoich rówieśników. Mieszka w domu na palach z bratem Joey'em i babcią. Pisze wiersze np. na opakowaniach po cukierkach i zostawia je w różnych publicznych miejscach. Pewnej nocy, kiedy wychodzi na dach swojego domu i rzuca na wiatr kawałki papieru, zauważa ją biegający Manny i zapamiętuje jako dziewczynę przynoszącą śnieg w lecie. Od tamtej chwili pragnie ją poznać. Tym bardziej, że jest przekonany, że to dziewczyna z dachu napisała wiersz, który nosi w kieszeni i którego słowa zna już na pamięć. 

Brzmi jak opis książki typu New Adult albo Young Adult, ale zapewniam Was, że nie jest to historia tego typu. Zaczyna się od momentu, w którym główna bohaterka przedstawia się i mówi, że została zeszyta, a jej głowa naprawiona "ściegami jak rybie łuski". Jeżeli myślicie, że to jest dziwne, to odpowiem Wam, że jeszcze nie. Bo wszystko to napisane jest małymi literami. Zazwyczaj, kiedy autor decyduje się prowadzić książkę w ten sposób ma to jakiś cel i w tym wypadku również. Później dowiadujemy się, dlaczego Alice mówi, że została zeszyta i dlaczego pisze tylko małymi literami. A ciekawość tego sprawia, że chce się dalej czytać, żeby wreszcie to się wyjaśniło. 

Cała książka napisana jest w dość specyficznym stylu, pomijając te małe litery, do których trzeba się przyzwyczaić. W treści jest dużo równoważników zdań lub jakby przypadkowo zestawionych ze sobą wyrazów. Poetyczna natura Alice jest widoczna w każdym z nich, podobnie jak jej wyjątkowość, o której sami musicie przeczytać. Nie będę odbierać Wam tego zdziwienia, kiedy się dowiecie. Gwiazdy nad Oktober Bend posiadają niesamowity klimat, nietypowy i nieczęsto spotykany. Sama akcja dzieje się w Nowej Zelandii, także już to jest oryginalne.

Kreacje bohaterów. No cóż, najwięcej można powiedzieć o samej Alice, co jest chyba oczywiste. To dość "dziwna" bohaterka. Myślę, że należy do tych, których albo ludzie rozumieją, albo one irytują ludzi. Jej specyficzność sprawiała, że próbowałam i chciałam ją zrozumieć, ale nie sądzę, żeby działała tak w przypadku każdego czytelnika. Postać Manny'ego też nie jest typowa i też nie jest to zwykły chłopak. Biega, żeby wyprzeć z pamięci wspomnienia, które trawią go od środka i nie pozwalają mu funkcjonować. Nie dziwię się, że tę dwójkę od początku do siebie ciągnęło. Straszliwa przeszłość ich połączyła i sprawiła, że mogą lepiej niż inni się rozumieć. 

Na zakończenie wspomnę o zakończeniu (wiem, wiem jak to brzmi, to było celowe 😃). Myślę, że przez całą książkę warto czekać było na taki koniec. Zastanawiałam się nad nim już w połowie lektury, ale nie wpadłam na to. Ostatnie 30 stron to akcja, akcja, akcja, a czytelnik chce jak najszybciej dowiedzieć się, jak to wszystko się zakończy. Jak dla mnie, dobrze rozegrane. 

Gwiazdy nad Oktober Bend są pozycją dla cierpliwych czytelników i osób, które są w stanie docenić nietypowość bohaterów. Książkę tę czytało mi się dość przyjemnie, bo rozdziały są króciutkie, a wśród nich pojawia się sporo wierszy Alice. Ah! Zapomniałabym o narracji. Narracja nie jest prowadzona tylko z punktu widzenia dziewczyny, Manny również ma tutaj swój udział, choć nieduży. Tajemnice skrywane przez bohaterów zachęcają czytelnika do kontynuowania historii i dobrze, bo, moim zdaniem, warto, tym bardziej, że książka ma zaledwie 255 stron i można z nią miło spędzić jeden wieczór. 

Ocena: 7.5/10 

Jak Wam mija maj? Maturzyście, jak matury? 
Życzę Wam wszystkim udanego weekendu! Trzymajcie się ciepło! 💕

Czytaj dalej

Dotyk Julii - Tahereh Mafi [88]


Nienawiść wygląda tak niepozornie, dopóki się nie uśmiechnie. Dopóki nie obróci się i nie skłamie, a jej usta i zęby nie nabiorą cech czegoś zbyt biernego, żeby zadać mu cios pięścią. 

Spędziła 264 dni w zamknięciu w szpitalu psychiatrycznym. Zanim tam trafiła, została oskarżona o morderstwo. Dzieci rzucały w nią kamieniami, robiąc rany, po których blizny nosi do tej pory. Była samotna. Czuła się niekochana. A to wszystko przez niesamowity przeklęty dar. Dotyk, który zabija. Przywódcy Komitetu Odnowy chcą wykorzystać ją jako narzędzie tortur, jednak ona zaczyna nareszcie wierzyć, że nie jest potworem potworem potworem i buntuje się.

Dotyk Julii, czyli książka, o której nadal się mówi. I mówi się różnie. Pozycja, której już od dawna byłam ciekawa i wreszcie miałam okazję się z nią zapoznać.

Julię poznajemy w momencie, kiedy znajduje się w szpitalu psychiatrycznym albo raczej zakładzie, czy czymś w tym rodzaju. Niegodziwe warunki panujące tam nie pozwalają nazwać tego miejsca szpitalem. Jest zamknięta w czterech ścianach. Widok na świat ma przez niewielkie okno, które jest jedynym źródłem światła. Jej cela znajduję się pod ziemią, więc jest w niej niesamowicie zimno, a sama Julia nie ma zbytnio czym się okryć, pomijając jeden koc, który nie wystarcza.

Początek i kreacja świata przez autorkę zachęca fana dystopicznych historii do sięgnięcia po lekturę. Jednak trzeba zaznaczyć, że tej dystopii w dystopii niewiele było. Osobiście, nie przeszkadzało mi to. Ale jeśli nastawiliście się taką lekturę, to niestety trochę się zawiedziecie. Jednak pomysł na fabułę nie jest tuzinkowy.

Tahereh Mafi wykreowała bardzo posępny i dość straszny świat, w którym wyginęła większość zwierząt i roślin. Człowiek nie jest w stanie zapanować nad warunkami atmosferycznymi, które stają się coraz groźniejsze. Klimat bardzo się zmienił i ludzie się zmienili. Stracili wolę walki o siebie, o Ziemię, o dobro wspólne. Kierują się własnymi motywami, a czynnikiem napędzającym jest w ł a d z a. 
- Idź spać. 
- Idź do diabła. 
Zgrzyta zębami. Idzie do drzwi. 
- Jestem już w połowie drogi - mówi. 

Styl autorki jest bardzo specyficzny. Bardzo obrazowo, a wręcz ciut poetycznie opisywane są pomieszczenia, rzeczy. W tekście pojawiają się skreślenia takie, jakie możecie zobaczyć w pierwszym akapicie. W ten sposób cała historia nabiera charakteru i podkreśla dwojakość myśli Julii i ukazuje, że sama bohaterka walczy ze sobą samą. Pojawia się także wiele opisów jej przeżyć wewnętrznych, jej rozterek, z którymi musi się zmagać, i rozmyślań. Całą książkę czyta się niesamowicie szybko i przyjemnie. I zawsze o tym wspominam, bo uważam to za zaletę, jeżeli czytelnik nie męczy się, czytając, i szybko pochłania lekturę. 

Jeżeli chodzi o bohaterów, to miałam wrażenie, jakby w pewnych momentach byli "mdli". Jedyną wyrazistą postacią był Warner, którego nie poznajemy raczej z tej dobrej strony. I jeżeli chodzi o Adama, to nie darzyłam go do końca zaufaniem, czy słusznie, musicie się sami przekonać. Postać Julii jest postacią... Hm. Nie bardzo wiem, jak ją opisać. Na pewno dziewczyna wiele przeszła, ale jej relacja romantyczna z jednym z bohaterów, miałam wrażenie, jakby była naciągana, ale może to tylko moje odczucia. Zdobyła moja sympatię, choć nie popierałam jej każdego działania.

Dotyk Julii jest książką, przy której czytaniu ciągle byłam skupiona. Nawet jeśli działo się coś dobrego, to non stop byłam gotowa na to, że za chwilę się wydarzy coś złego i nie miałam zaufania do autorki. Nie wiem, czy tylko ja tak miałam (jeśli czytaliście Dotyk Julii, to koniecznie dajcie znać, czy mieliście podobnie!). Więc w moim odczuciu napięcie w książce jest niesamowite i stanowi ogromny plus. Książkę tę pochłonęłam jednym tchem i z pewnością sięgnę po kolejne tomy, które, mam nadzieję, okażą się tak dobre, jak pierwszy. 

Ocena: 8/10 

Jeżeli czytaliście Dotyk Julii i chcecie podzielić się swoim zdaniem, to zostawcie komentarz. Jeżeli nie czytaliście, a czujecie się zachęcenie, to również dajcie znać. 
Miłego dnia! 

Czytaj dalej

Mati, Rafi i chomik z kosmosu - Rafał Kotek [87]


Wiecie co? Mimo że za kilka miesięcy skończę 18 lat, zdarza mi się sięgać po książki dla dzieci. Są to szczególne pozycje, bo często zawierają morał czy przypominają nam - starszym o wartościach, które porzuciliśmy, dorastając. Dzisiaj przychodzę do Was z bardzo krótką recenzją książeczki dla dzieci autorstwa Rafała Kotka Mati, Rafi i chomik z kosmosu. 

Książeczka opowiada o dwójce ośmioletnich chłopców, którzy pewnego razu znajdują na podwórku chomika, nad którym znęcają się szkolne cwaniaki. Postanawiają wstawić się za chomikiem i takim sposobem narażają się bandzie, ale ratują także zwierzątko. Okazuje się, że chomik przybył z kosmosu z misją. Ma za zadanie nauczyć chłopców ekologicznych zachowań. 

Jeżeli macie młodsze rodzeństwo w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym, to myślę, że powinniście usiąść razem z nim i zapoznać się z tą historią. Rafał Kotek ma bardzo swobodny styl. Książeczka jest króciutka i zawiera ilustracje, które urozmaicają treść. Autor poprzez lekturę przekazuje młodszym czytelnikom, jak dbać o środowisko i jakie konsekwencje wynikają z bezmyślnych działań człowieka. Dodatkowym plusem jest świetnie przedstawiony tok rozumowania dziecka. Książeczka jest napisana bardzo prostym językiem i myślę, że żaden z czytelników nie będzie miał problemu z jej odbiorem. 

Jeżeli macie tak młodziutkie rodzeństwo, to naprawdę polecam zapoznać ich z tą pozycją.

 Za możliwość przeczytania tej książeczki dziękuję autorowi - Rafałowi Kotkowi. 



Czytaj dalej

5 ulubionych bohaterów lektur


Ze względu na to, że na blogu pojawiały się ostatnio jedynie recenzje, przygotowałam dla Was dzisiaj post poniekąd związany ze szkołą, choć majówka trwa i może nie powinniśmy nawiązywać do niej. Mimo wszystko mam nadzieję, że post spodoba Wam się, a będzie dotyczył on ulubionych postaci z szkolnych lektur.

Jestem w II klasie liceum, więc śmiało mogę powiedzieć, że większość lektur już za mną. W dotychczasowej edukacji nie przeczytałam zaledwie 4 czy 5 lektur. Należą do nich  Krzyżacy czy W pustyni i w puszczy (nie lubimy się z Sienkiewiczem), Szatan z siódmej klasy i Hobbit, czyli tam i z powrotem. Te pamiętam, ale mam wrażenie, że jeszcze jedna mi umknęła. W liceum do tej pory przeczytałam każdą lekturę, nawet Lalkę, jeśli byliście ciekawi. 

Przez tyle lat i przez tyle książek przewinęło się mnóstwo bohaterów, ale dzisiaj wspomnę tylko o moim ulubionych. Choć brzmi to może dość absurdalnie, ale trzeba przyznać, że niektóre lektury są naprawdę w porządku. A tak na marginesie - możecie napisać w komentarzu, czy chcielibyście post o lekturach, które mi się podobały albo o bohaterach lektur, których nie znoszę. Przejdźmy już zatem bez przedłużania do postaci książkowych. 


1. Oskar z Oskara i pani Róży


Bodajże lektura z 2. klasy gimnazjum lub 3.. Oskar jest postacią, która bardzo szybko zaskarbia sobie sympatię czytelnika. To nad wyraz inteligentny i dojrzały jak na swój wiek chłopiec, dotknięty ciężką chorobą. Sama lektura jego listów była niesamowicie przyjemna, ale także wzruszająca. Z pewnością wrócę jeszcze do tej lektury i do Oskara.


2. Mary Lennox z Tajemniczego ogrodu 


Tajemniczy ogród jest jedną z moich ulubionych lektur. Z początku Mary strasznie mnie irytowała, później jednak, kiedy po kilku tygodniach pobytu u wuja zmieniła się, bardzo ją polubiłam i jako mała dziewczynka poniekąd podziwiałam za odwagę i osobowość. Do tej pory darzę ją sympatią i mam sentyment do niej. 


3. Pan Kleks z Akademii Pana Kleksa


O tej postaci chyba nie muszę pisać zbyt wiele. Myślę, że osób, które jak ja, pokochały pana Kleksa i jego akademię, jest wiele. Osobiście jako kilkuletnia dziewczynka, bo prawdopodobnie miałam 9 lat, kiedy czytałam tę lekturę, byłam oczarowana akademią i chciałam się w niej uczyć. Pan Kleks wydawał się niezwykłą postacią. Potrafił latać i miał piegi i dziwnie się ubierał. Od tamtej pory nie wracałam do tej książki, jednak jeśli w telewizji była emitowana jej ekranizacja, to zawsze ją oglądałam.

4. Dzieci z Dzieci z Bullerbyn 


Lisa, Lasse i Bosse oraz Britta, Anna i Olle byli postaciami, które ja dosłownie pokochałam. Marzyłam, żeby mieć tak jak dziewczynki sznurek między domami. W ogóle chciałam wejść do książki i bawić się razem z jej bohaterami. Uwielbiam tę lekturę i chcę ją mieć w swojej biblioteczce.


5. Pani prezesowa Zasławska z Lalki 


Tak jak do tej pory były jedynie lektury ze szkoły podstawowej i jedna z gimnazjum, tak teraz przyszedł czas na postać z lektury licealnej, którą ostatnio skończyłam. Pani Zasławska należy do arystokracji i jest dość znaczącą damą w towarzystwie. Jednak nie jest ona tak fałszywa i nie obnosi się tak ze swoim majątkiem jak reszta bohaterów. Poza tym darzy Wokulskiego szczerą sympatią. Jest wzorem dla reszty arystokracji i patriotką. Traktuje swoją służbę jak ludzi wolnych i dba o dobro biedniejszych warstw społecznych. Darzę ją niesamowitą sympatią zwłaszcza za postawę i stosunek do Wokulskiego. 

To by było na tyle, jeśli chodzi o bohaterów lektur szkolnych. Zachęcam Was do podzielenia się swoimi typami w komentarzach lub na własnym blogu. Dajcie znać, czy chcielibyście inne posty związane z lekturami. 


Życzę Wam udanej majówki i ściskam! 
Ana
Czytaj dalej