Prawa autorskie

Wszystkie teksty, zdjęcia książek i zdjęcia stosików zamieszczone na tym blogu, tj. Czytam z pasją, są mojego autorstwa. Zgodnie z DZ.U. z 1994r. nr 24 poz.83 mam prawo do ich ochrony i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej wyraźnej zgody.

Samotna gwiazda - Paullina Simons [93]


Nie ma nienawiści bez strachu (...). Nienawiść to skrystalizowany strach, uprzedmiotowiony. Nienawidzimy tego, co zagraża nam, naszym marzeniom, planom, wolności, miejscu na świecie, miejscu w sercach ludzi, których kochamy. Najpierw się boimy. Potem czujemy nienawiść. 

Marzeniem Chloe od najmłodszych lat jest podróż z przyjaciółką do Barcelony. Rodzina dziewczyny zgadza się na wyjazd pod warunkiem, że w drodze do hiszpańskiego miasta nastolatka odwiedzi kilka nadbałtyckich miast, aby uregulować stary rodzinny dług. Podróż do Europy i po starym kontynencie pełna jest doświadczeń. W jej czasie Chloe wraz z Hannah poznają Johnny'ego - chłopaka o podejrzanym wizerunku, wybierającego się do Akademii Rangerów, a później do  Afganistanu. Od tej pory chłopak towarzyszy nastolatkom i ich chłopakom w podróży z Łotwy do Polski. Wkrótce przyjemna przeprawa do miasta z marzeń staje się niebezpieczną wycieczką, podczas której może wydarzyć się wszystko. Czy bohaterowie dotrą do Barcelony? Kim tak naprawdę jest Johnny i czy można mu zaufać? 

Narracja w tej książce prowadzona jest na początku z punktu widzenia Chloe, ale narrator jest trzecioosobowy. W drugiej części pojawiają się fragmenty rozdziałów z punktu widzenia także Hannah, Masona i Blake'a co pozwoliło poznać niektóre sytuacje z perspektywy innej postaci i często dowiedzieć się więcej niż inni bohaterowie wiedzieli (czy to ma sens? mam nadzieję, że tak XD). 

Ogromny plusem tej książki jest tak dobre ukazanie obyczajowości łotewskiej. Chloe z przyjaciółmi i chłopakiem zatrzymują się u rodziny jej babki. I właśnie tam poznają łotewskie jedzenie i kulturę. Autorka zaimponowała mi tym, że tak dobrze opisała wymienione wcześniej elementy. 

Jeżeli chodzi o bohaterki, to nadal ma co do nich mieszane uczucia. Chloe jest niedojrzała jak na swój wiek i czasami bardzo infantylną. Zamyka się w sobie i jest zazdrosna o przyjaciółkę. Brakuje jej pewności siebie i często czuję się gorsza w stosunku do Hannah. Hannah natomiast to jej zupełne przeciwieństwo. Czuje się lepsza od większości ludzi, których spotyka, nawet od własnego chłopaka. Jest rozpuszczona i nad wyraz irytująca. Chce, żeby wszyscy dostosowywali się pod nią i ma w nosie zdanie reszty. Pod grubą warstwą arogancji i bezczelności skrywa jednak żal do matki i o wiele więcej...

Relacje całej czwórki są tak przedziwne! Teoretycznie są w związku, ale nie zachowują się jakby byli. Teoretycznie są przyjaciółmi, ale to bardziej Hannah może liczyć na Chloe niż Chloe na Hannah. Wiele jest między nimi niedomówień i czytelnik to widzi. Ale nie jest to błąd autorki w kreacji świata i bohaterów, a dokładny zamysł. 

Jeżeli chodzi o tempo czytania i natężenie akcji, to muszę przyznać, że do około 250. strony w ogóle nie wczułam się w akcję, książka nie wciągnęła mnie, a styl autorki nie należy do najlżejszych. Dopiero ostatnie 300 stron okazało się naprawdę wciągające. I dopiero wtedy siedziałam wbita w fotel, żeby dowiedzieć się, co będzie dalej. Na tym się zawiodłam, ponieważ na skrzydełku było napisane, że czytelnik nie będzie mógł się oderwać od lektury. Potrzebowałam takiej lektury, ale jej nie otrzymałam...

Zanim napiszę o zakończeniu, wspomnę jeszcze o motywie Polski w Samotnej Gwieździe. Bohaterowie tej książki podróżują do Warszawy i Treblinki. Paullina Simons bardzo obrazowo przedstawiła miasto, ale i obóz zagłady oraz nawiązała do jego  historii. I myślę, że co najmniej dzięki temu książka wiele zyskuje - miła lektura o podróżowaniu w kilku rozdziałach zmieniła się w upamiętniającą miejsce śmierci prawie miliona osób. 

Zakończenia czytelnik się domyśla, ale nie jest pewny, czy ono na pewno takie będzie i bardzo słusznie, bo Paullina Simons jest mistrzynią manipulacji w powieści... Ostatnia część, bo książka podzielona jest na trzy, jest najlepsza i ratuje całą książkę od bardzo niskiej oceny. 

Podsumowując, Samotna gwiazda to powieść o stwarzaniu pozorów, gdzie czytelnik musi być czujny przez większość czasu. To historia o relacjach międzyludzkich, pokazująca jak ważna jest szczera rozmowa. Pozycja godna uwagi dla fanów czytania o podróżowaniu, którzy mają na tyle cierpliwości, żeby przebrnąć przez 250 średnio ciekawych stron i dotrzeć do najciekawszego punktu. Z przykrością stwierdzam, że przed sięgnięciem po kolejną pozycję tej autorki, naprawdę się  nad tym zastanowię. 

Ocena: 6,5/10 


Czytaj dalej

11 przeczytanych książek | marzec - maj 2017


Dawno już nie pojawiał się post, w którym pokazywałabym Wam książki, które przeczytałam w ostatnim czasie. Szczerze zatęskniłam za tego typu postem, dlatego dzisiaj dość obfite podsumowanie ostatnich trzech miesięcy. Zapraszam!


Czytaj dalej

Letni TBR 2017


Jeżeli chodzi o TBR-y, to na blogu dzielę się z Wami tylko letnimi i czasami zimowymi, ponieważ w tym okresach jest najwięcej wolnego czasu i wtedy najbardziej mogę rozplanować, co będę czytać. W dzisiejszym poście podzielę się z Wami swoim letnim TBR-em na ten rok. Zapraszam!

Czytaj dalej

Dwór cierni i róż - Sarah J. Mass [92]



- Nie umiesz czytać i pisać, a jednak nauczyłaś się polować. Nauczyłaś się walczyć o przetrwanie. Jak?
Zatrzymałam się ze stopą na progu.
- To łatwe, kiedy ponosisz odpowiedzialność za życie innych, nie tylko własne, prawda? - odparłam. - Robisz to, co trzeba.


Kiedy matka Feyry umierała, wymusiła na dziewczynie przysięgę, że ta zaopiekuje się dwoma starszymi siostra i ojcem. Aby przeżyć, nastolatka musiała nauczyć się polować, oprawiać mięso i odpowiednio konserwować je, aby wystarczyło na kilka tygodni. Pewnej srogiej zimy, kiedy zapasy szybko się kurczą, Feyra wyrusza na polowanie. Ma ogromną nadzieję upolować duże zwierze, tak, żeby mięsa wystarczyło na kilka tygodni, a za skóry mogłaby dostać trochę pieniędzy. Los się do niej uśmiecha, kiedy na polanie w lesie zabija ogromnego wilka. Wkrótce okazuje się, że ten uśmiech był ironiczny, ponieważ za zabicie zwierzęcia Feyra zmuszona jest opuścić dom na zawsze i przenieść się do Prythianu - krainy fae, oddzielonej od Krainy Śmiertelników murem. 

Nie znoszę czytać opisów na książkach i w większości przypadków tego nie robię. Wolę wiedzieć o pozycji, po którą sięgam, zbyt mało niż żeby dowiedzieć się od razu, o co chodziło z tym wilkiem, zanim jeszcze zacznę czytać powieść. Opis znajdujący się na okładce Dworu cierni i róż, moim zdaniem, zdradza za dużo i osobiście lepiej czytało mi się, kiedy nie znałam wymienionych tam wydarzeń. Dlatego ja zarysy fabuły staram się przedstawiać, jak najmniej zdradzając, aby czytelnik sam poznawał dane wątki, bo tak jest najlepiej. 

Pomysł na fabułę nie jest niczym nowym, ponieważ i motyw Pięknej i Bestii, i motyw fae pojawiał się już wcześniej wśród książek dla młodzieży, ale Sarah J. Mass świetnie wyszło połączenie ich i w ogóle cała kreacja świata fae, panujących tam zasad i podziału na dwory.

Feyra okazała się bohaterką, co do której miałam i nadal mam mieszane uczucia. W wielu momentach wykazywała się nierozwagą i typową dla wielu bohaterek chęcią naprawienia świata i uporem, bo to trzeba przyznać: Feyra jest okropnie upartą postacią. Mimo wszystko jednak nie była zbytnio irytująca i dało się przeżyć z jej wybrykami. A zaimponowała mi swoją odwagą i nieustępliwością, ale dopiero w ostatnich rozdziałach książki. Moje serce totalnie zdobyli Tamlin i Lucien, czyli fae wysokiego rodu. Lucien swoją ironią i podejściem do Feyry poniekąd. Natomiast Tamlin tym, jak potraktował Feyrę w Prythianie i swoją opiekuńczością i troską. (UWAGA! Nie czytałam jeszcze drugiego tomu, więc proszę bez żadnych komentarzy dot. tych postaci! :)) 

Dwór cierni i róż czytałam dla fabuły i szło mi całkiem dobrze, dopóki Feyra nie zaczęła mieć zbereźnych myśli... Nie oczekiwałam, że w tej książce znajdę opisy intymnych sytuacji i czułam się lekko zniesmaczona tym faktem. I w sumie to dla mnie największy minus w tej książce. 

Natomiast ogromnym plusem jest zakończenie, na którym autentycznie wylałam łzy i byłam zdruzgotana. Nie mogę więcej zdradzić, ponieważ trochę byłby to spoiler. Ale naprawdę - gratki dla Mass za coś takiego. 

Jeżeli chodzi o podobieństwa Dworu cierni i róż do Szklanego tronu, to nie mogę się na ich temat wypowiadać, ponieważ Szklanego tronu nie czytałam. Dla mnie Dwór był powieścią samą w sobie bardzo dobrą i spodobał mi się. 

Na koniec wspomnę tylko, że książka ta spełniła moje oczekiwania, wyłączając erotyczne momenty. Okazała się interesującą i utrzymującą w napięciu pozycją. Ale jednocześnie świetną kombinacją krwawych opisów, romantyzmu i fantastyki. Ja jestem na tak! 

Ocena: 9/10

Czytaliście Dwór cierni i róż? A może to moja recenzja sprawiła, że zechcieliście sięgnąć po tę książkę? 
Trzymajcie się ciepło! 
Ana 


Czytaj dalej

Baśń o perle - Anna Gibasiewicz [91]


Oceny już wystawione, więc zwracam do Was pełną parą. W ciągu najbliższych dni postaram się zaplanować kilka postów, m.in. będzie mogli znaleźć na blogu letni TBR. Zanim to jednak nastąpi, dzisiaj zapraszam na recenzję baśni. Jak wspominałam w recenzji książki Rafała Kotka, czasami sięgam po pozycje dla dzieci, bo wielokrotnie zdarza się, że niosą ze sobą także morał dla starszych, a nawet dorosłych osób i jestem ogromną fanką baśni, szczególnie tych braci Grimm i Andersena. Także jeśli jesteście ciekawi, czy Baśń o perle spodobała mi się równie mocno, jak wcześniej wymienione, to przeczytajcie dalszą część posta. 
Czytaj dalej

13 powodów, żeby przeczytać "Trzynaście powodów" Jaya Ashera [90]



Jeśli słyszysz piosenkę, która wywołuje u ciebie łzy, a nie chcesz już płakać, nie słuchasz jej więcej.

Ale nie da się uciec od samego siebie. Nie można postanowić, że się już nie będzie siebie oglądać. Wyłączyć zgiełku w swojej głowie.


Nie wiem, czy byłabym w stanie napisać normalną recenzję Trzynastu powodów i nawet nie będę próbowała. Za dużo przy tym emocji... Dlatego postanowiłam, inspirując się tytułem, że podam Wam 13 powodów, dla których warto przeczytać Trzynaście powodów Jaya Ashera. Mam nadzieję, że Was przekonam! Zapraszam!

Czytaj dalej

Gwiazdy nad Oktober Bend - Glenda Millard [89]


ale nawet ja wiedziałam, że słowa są po to, by się nimi dzielić. 

Alice nie jest zwykłą nastolatką. I nie chodzi tu o niesamowity dar czy coś w tym rodzaju. Po prostu różni się od swoich rówieśników. Mieszka w domu na palach z bratem Joey'em i babcią. Pisze wiersze np. na opakowaniach po cukierkach i zostawia je w różnych publicznych miejscach. Pewnej nocy, kiedy wychodzi na dach swojego domu i rzuca na wiatr kawałki papieru, zauważa ją biegający Manny i zapamiętuje jako dziewczynę przynoszącą śnieg w lecie. Od tamtej chwili pragnie ją poznać. Tym bardziej, że jest przekonany, że to dziewczyna z dachu napisała wiersz, który nosi w kieszeni i którego słowa zna już na pamięć. 

Brzmi jak opis książki typu New Adult albo Young Adult, ale zapewniam Was, że nie jest to historia tego typu. Zaczyna się od momentu, w którym główna bohaterka przedstawia się i mówi, że została zeszyta, a jej głowa naprawiona "ściegami jak rybie łuski". Jeżeli myślicie, że to jest dziwne, to odpowiem Wam, że jeszcze nie. Bo wszystko to napisane jest małymi literami. Zazwyczaj, kiedy autor decyduje się prowadzić książkę w ten sposób ma to jakiś cel i w tym wypadku również. Później dowiadujemy się, dlaczego Alice mówi, że została zeszyta i dlaczego pisze tylko małymi literami. A ciekawość tego sprawia, że chce się dalej czytać, żeby wreszcie to się wyjaśniło. 

Cała książka napisana jest w dość specyficznym stylu, pomijając te małe litery, do których trzeba się przyzwyczaić. W treści jest dużo równoważników zdań lub jakby przypadkowo zestawionych ze sobą wyrazów. Poetyczna natura Alice jest widoczna w każdym z nich, podobnie jak jej wyjątkowość, o której sami musicie przeczytać. Nie będę odbierać Wam tego zdziwienia, kiedy się dowiecie. Gwiazdy nad Oktober Bend posiadają niesamowity klimat, nietypowy i nieczęsto spotykany. Sama akcja dzieje się w Nowej Zelandii, także już to jest oryginalne.

Kreacje bohaterów. No cóż, najwięcej można powiedzieć o samej Alice, co jest chyba oczywiste. To dość "dziwna" bohaterka. Myślę, że należy do tych, których albo ludzie rozumieją, albo one irytują ludzi. Jej specyficzność sprawiała, że próbowałam i chciałam ją zrozumieć, ale nie sądzę, żeby działała tak w przypadku każdego czytelnika. Postać Manny'ego też nie jest typowa i też nie jest to zwykły chłopak. Biega, żeby wyprzeć z pamięci wspomnienia, które trawią go od środka i nie pozwalają mu funkcjonować. Nie dziwię się, że tę dwójkę od początku do siebie ciągnęło. Straszliwa przeszłość ich połączyła i sprawiła, że mogą lepiej niż inni się rozumieć. 

Na zakończenie wspomnę o zakończeniu (wiem, wiem jak to brzmi, to było celowe 😃). Myślę, że przez całą książkę warto czekać było na taki koniec. Zastanawiałam się nad nim już w połowie lektury, ale nie wpadłam na to. Ostatnie 30 stron to akcja, akcja, akcja, a czytelnik chce jak najszybciej dowiedzieć się, jak to wszystko się zakończy. Jak dla mnie, dobrze rozegrane. 

Gwiazdy nad Oktober Bend są pozycją dla cierpliwych czytelników i osób, które są w stanie docenić nietypowość bohaterów. Książkę tę czytało mi się dość przyjemnie, bo rozdziały są króciutkie, a wśród nich pojawia się sporo wierszy Alice. Ah! Zapomniałabym o narracji. Narracja nie jest prowadzona tylko z punktu widzenia dziewczyny, Manny również ma tutaj swój udział, choć nieduży. Tajemnice skrywane przez bohaterów zachęcają czytelnika do kontynuowania historii i dobrze, bo, moim zdaniem, warto, tym bardziej, że książka ma zaledwie 255 stron i można z nią miło spędzić jeden wieczór. 

Ocena: 7.5/10 

Jak Wam mija maj? Maturzyście, jak matury? 
Życzę Wam wszystkim udanego weekendu! Trzymajcie się ciepło! 💕

Czytaj dalej

Dotyk Julii - Tahereh Mafi [88]


Nienawiść wygląda tak niepozornie, dopóki się nie uśmiechnie. Dopóki nie obróci się i nie skłamie, a jej usta i zęby nie nabiorą cech czegoś zbyt biernego, żeby zadać mu cios pięścią. 

Spędziła 264 dni w zamknięciu w szpitalu psychiatrycznym. Zanim tam trafiła, została oskarżona o morderstwo. Dzieci rzucały w nią kamieniami, robiąc rany, po których blizny nosi do tej pory. Była samotna. Czuła się niekochana. A to wszystko przez niesamowity przeklęty dar. Dotyk, który zabija. Przywódcy Komitetu Odnowy chcą wykorzystać ją jako narzędzie tortur, jednak ona zaczyna nareszcie wierzyć, że nie jest potworem potworem potworem i buntuje się.

Dotyk Julii, czyli książka, o której nadal się mówi. I mówi się różnie. Pozycja, której już od dawna byłam ciekawa i wreszcie miałam okazję się z nią zapoznać.

Julię poznajemy w momencie, kiedy znajduje się w szpitalu psychiatrycznym albo raczej zakładzie, czy czymś w tym rodzaju. Niegodziwe warunki panujące tam nie pozwalają nazwać tego miejsca szpitalem. Jest zamknięta w czterech ścianach. Widok na świat ma przez niewielkie okno, które jest jedynym źródłem światła. Jej cela znajduję się pod ziemią, więc jest w niej niesamowicie zimno, a sama Julia nie ma zbytnio czym się okryć, pomijając jeden koc, który nie wystarcza.

Początek i kreacja świata przez autorkę zachęca fana dystopicznych historii do sięgnięcia po lekturę. Jednak trzeba zaznaczyć, że tej dystopii w dystopii niewiele było. Osobiście, nie przeszkadzało mi to. Ale jeśli nastawiliście się taką lekturę, to niestety trochę się zawiedziecie. Jednak pomysł na fabułę nie jest tuzinkowy.

Tahereh Mafi wykreowała bardzo posępny i dość straszny świat, w którym wyginęła większość zwierząt i roślin. Człowiek nie jest w stanie zapanować nad warunkami atmosferycznymi, które stają się coraz groźniejsze. Klimat bardzo się zmienił i ludzie się zmienili. Stracili wolę walki o siebie, o Ziemię, o dobro wspólne. Kierują się własnymi motywami, a czynnikiem napędzającym jest w ł a d z a. 
- Idź spać. 
- Idź do diabła. 
Zgrzyta zębami. Idzie do drzwi. 
- Jestem już w połowie drogi - mówi. 

Styl autorki jest bardzo specyficzny. Bardzo obrazowo, a wręcz ciut poetycznie opisywane są pomieszczenia, rzeczy. W tekście pojawiają się skreślenia takie, jakie możecie zobaczyć w pierwszym akapicie. W ten sposób cała historia nabiera charakteru i podkreśla dwojakość myśli Julii i ukazuje, że sama bohaterka walczy ze sobą samą. Pojawia się także wiele opisów jej przeżyć wewnętrznych, jej rozterek, z którymi musi się zmagać, i rozmyślań. Całą książkę czyta się niesamowicie szybko i przyjemnie. I zawsze o tym wspominam, bo uważam to za zaletę, jeżeli czytelnik nie męczy się, czytając, i szybko pochłania lekturę. 

Jeżeli chodzi o bohaterów, to miałam wrażenie, jakby w pewnych momentach byli "mdli". Jedyną wyrazistą postacią był Warner, którego nie poznajemy raczej z tej dobrej strony. I jeżeli chodzi o Adama, to nie darzyłam go do końca zaufaniem, czy słusznie, musicie się sami przekonać. Postać Julii jest postacią... Hm. Nie bardzo wiem, jak ją opisać. Na pewno dziewczyna wiele przeszła, ale jej relacja romantyczna z jednym z bohaterów, miałam wrażenie, jakby była naciągana, ale może to tylko moje odczucia. Zdobyła moja sympatię, choć nie popierałam jej każdego działania.

Dotyk Julii jest książką, przy której czytaniu ciągle byłam skupiona. Nawet jeśli działo się coś dobrego, to non stop byłam gotowa na to, że za chwilę się wydarzy coś złego i nie miałam zaufania do autorki. Nie wiem, czy tylko ja tak miałam (jeśli czytaliście Dotyk Julii, to koniecznie dajcie znać, czy mieliście podobnie!). Więc w moim odczuciu napięcie w książce jest niesamowite i stanowi ogromny plus. Książkę tę pochłonęłam jednym tchem i z pewnością sięgnę po kolejne tomy, które, mam nadzieję, okażą się tak dobre, jak pierwszy. 

Ocena: 8/10 

Jeżeli czytaliście Dotyk Julii i chcecie podzielić się swoim zdaniem, to zostawcie komentarz. Jeżeli nie czytaliście, a czujecie się zachęcenie, to również dajcie znać. 
Miłego dnia! 

Czytaj dalej

Mati, Rafi i chomik z kosmosu - Rafał Kotek [87]


Wiecie co? Mimo że za kilka miesięcy skończę 18 lat, zdarza mi się sięgać po książki dla dzieci. Są to szczególne pozycje, bo często zawierają morał czy przypominają nam - starszym o wartościach, które porzuciliśmy, dorastając. Dzisiaj przychodzę do Was z bardzo krótką recenzją książeczki dla dzieci autorstwa Rafała Kotka Mati, Rafi i chomik z kosmosu. 

Książeczka opowiada o dwójce ośmioletnich chłopców, którzy pewnego razu znajdują na podwórku chomika, nad którym znęcają się szkolne cwaniaki. Postanawiają wstawić się za chomikiem i takim sposobem narażają się bandzie, ale ratują także zwierzątko. Okazuje się, że chomik przybył z kosmosu z misją. Ma za zadanie nauczyć chłopców ekologicznych zachowań. 

Jeżeli macie młodsze rodzeństwo w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym, to myślę, że powinniście usiąść razem z nim i zapoznać się z tą historią. Rafał Kotek ma bardzo swobodny styl. Książeczka jest króciutka i zawiera ilustracje, które urozmaicają treść. Autor poprzez lekturę przekazuje młodszym czytelnikom, jak dbać o środowisko i jakie konsekwencje wynikają z bezmyślnych działań człowieka. Dodatkowym plusem jest świetnie przedstawiony tok rozumowania dziecka. Książeczka jest napisana bardzo prostym językiem i myślę, że żaden z czytelników nie będzie miał problemu z jej odbiorem. 

Jeżeli macie tak młodziutkie rodzeństwo, to naprawdę polecam zapoznać ich z tą pozycją.

 Za możliwość przeczytania tej książeczki dziękuję autorowi - Rafałowi Kotkowi. 



Czytaj dalej

5 ulubionych bohaterów lektur


Ze względu na to, że na blogu pojawiały się ostatnio jedynie recenzje, przygotowałam dla Was dzisiaj post poniekąd związany ze szkołą, choć majówka trwa i może nie powinniśmy nawiązywać do niej. Mimo wszystko mam nadzieję, że post spodoba Wam się, a będzie dotyczył on ulubionych postaci z szkolnych lektur.

Jestem w II klasie liceum, więc śmiało mogę powiedzieć, że większość lektur już za mną. W dotychczasowej edukacji nie przeczytałam zaledwie 4 czy 5 lektur. Należą do nich  Krzyżacy czy W pustyni i w puszczy (nie lubimy się z Sienkiewiczem), Szatan z siódmej klasy i Hobbit, czyli tam i z powrotem. Te pamiętam, ale mam wrażenie, że jeszcze jedna mi umknęła. W liceum do tej pory przeczytałam każdą lekturę, nawet Lalkę, jeśli byliście ciekawi. 

Przez tyle lat i przez tyle książek przewinęło się mnóstwo bohaterów, ale dzisiaj wspomnę tylko o moim ulubionych. Choć brzmi to może dość absurdalnie, ale trzeba przyznać, że niektóre lektury są naprawdę w porządku. A tak na marginesie - możecie napisać w komentarzu, czy chcielibyście post o lekturach, które mi się podobały albo o bohaterach lektur, których nie znoszę. Przejdźmy już zatem bez przedłużania do postaci książkowych. 


1. Oskar z Oskara i pani Róży


Bodajże lektura z 2. klasy gimnazjum lub 3.. Oskar jest postacią, która bardzo szybko zaskarbia sobie sympatię czytelnika. To nad wyraz inteligentny i dojrzały jak na swój wiek chłopiec, dotknięty ciężką chorobą. Sama lektura jego listów była niesamowicie przyjemna, ale także wzruszająca. Z pewnością wrócę jeszcze do tej lektury i do Oskara.


2. Mary Lennox z Tajemniczego ogrodu 


Tajemniczy ogród jest jedną z moich ulubionych lektur. Z początku Mary strasznie mnie irytowała, później jednak, kiedy po kilku tygodniach pobytu u wuja zmieniła się, bardzo ją polubiłam i jako mała dziewczynka poniekąd podziwiałam za odwagę i osobowość. Do tej pory darzę ją sympatią i mam sentyment do niej. 


3. Pan Kleks z Akademii Pana Kleksa


O tej postaci chyba nie muszę pisać zbyt wiele. Myślę, że osób, które jak ja, pokochały pana Kleksa i jego akademię, jest wiele. Osobiście jako kilkuletnia dziewczynka, bo prawdopodobnie miałam 9 lat, kiedy czytałam tę lekturę, byłam oczarowana akademią i chciałam się w niej uczyć. Pan Kleks wydawał się niezwykłą postacią. Potrafił latać i miał piegi i dziwnie się ubierał. Od tamtej pory nie wracałam do tej książki, jednak jeśli w telewizji była emitowana jej ekranizacja, to zawsze ją oglądałam.

4. Dzieci z Dzieci z Bullerbyn 


Lisa, Lasse i Bosse oraz Britta, Anna i Olle byli postaciami, które ja dosłownie pokochałam. Marzyłam, żeby mieć tak jak dziewczynki sznurek między domami. W ogóle chciałam wejść do książki i bawić się razem z jej bohaterami. Uwielbiam tę lekturę i chcę ją mieć w swojej biblioteczce.


5. Pani prezesowa Zasławska z Lalki 


Tak jak do tej pory były jedynie lektury ze szkoły podstawowej i jedna z gimnazjum, tak teraz przyszedł czas na postać z lektury licealnej, którą ostatnio skończyłam. Pani Zasławska należy do arystokracji i jest dość znaczącą damą w towarzystwie. Jednak nie jest ona tak fałszywa i nie obnosi się tak ze swoim majątkiem jak reszta bohaterów. Poza tym darzy Wokulskiego szczerą sympatią. Jest wzorem dla reszty arystokracji i patriotką. Traktuje swoją służbę jak ludzi wolnych i dba o dobro biedniejszych warstw społecznych. Darzę ją niesamowitą sympatią zwłaszcza za postawę i stosunek do Wokulskiego. 

To by było na tyle, jeśli chodzi o bohaterów lektur szkolnych. Zachęcam Was do podzielenia się swoimi typami w komentarzach lub na własnym blogu. Dajcie znać, czy chcielibyście inne posty związane z lekturami. 


Życzę Wam udanej majówki i ściskam! 
Ana
Czytaj dalej

Pułapka uczuć - Colleen Hoover [86]


Nie da się uciec do innego miasta, do innego miejsca, innego stanu. Przed czymkolwiek byśmy uciekali, to coś jedzie razem z nami. Zostaje z nami, dopóki nie znajdziemy sposobu, żeby się z tym zmierzyć. 

Layken Cohen przeprowadza się z Teksasu do Michigan po śmierci swojego taty. Nie jest zadowolona z przeprowadzki nie tylko dlatego, że wraz z matką i bratem opuszcza ulubione miejsca i przyjaciół, ale również dlatego, że matka decyduje się sprzedać ukochany dom, z którym wiążą się wspomnienia z tatą i zmienić zupełnie klimat - z bardzo ciepłego na chłodny. Layken z bratem i mamą postanawiają rozpocząć nowe życie tysiące kilometrów od prawdziwego domu. A raczej matka tak postanawia, bo osiemnastolatka decyduje się wrócić do Teksasu po skończeniu szkoły. Kiedy bohaterowie wjeżdżają na podjazd i rozpoczynają rozpakowywanie, poznają swoich sąsiadów z naprzeciwka. Rodzina Cohenów nie ma pojęcia jak Cooperowie wpłyną na nich i jak dużą rolę odegrają w ich życiu w nowym miejscu i relacjach między nimi. 

Kiedy zaczęłam tę książkę byłam przekonana, że mi się spodoba. W końcu to Colleen Hoover, a tę autorkę wprost uwielbiam. Po pierwszym rozdziale byłam zaintrygowana fabułą, ale potem sporo aspektów się zepsuło...

Relacja między Lake a Willem, czyli synem sąsiadów z naprzeciwka, rozwija się bardzo bardzo bardzo szybko. Po trzech dniach znajomości decydują się iść na randkę i zaczynają być słodką parką. No błagam! To jest zupełnie nierealne i uznaję to za duży minus tej książki. 

Pojawiły się również momenty, kiedy byłam zaskoczona. Styl Colleen Hoover jest przyjemny i jej książki czyta się naprawdę szybko, więc dokończyłam Pułapkę uczuć tylko dlatego. 

Nie można nie wspomnieć o głównej bohaterce, która jest tak infantylną i głupiutką, jak na swój wiek. Ma 18 lat i gdyby nie przypominanie o tym w fabule, myślę, że czytelnik zapomniałby o tym fakcie. Wszystko przeżywa z dziecinną ekscytacją. Kiedy wydarzy się coś nie po jej myśli, płacze i wkurza się dosłownie na wszystkich. Kiedy wydarzy się coś, co ją ucieszy, zachowuje się jak mała dziewczynka, która dostała lalkę. Layken strasznie mnie irytowała i właśnie ze względu na nią miałam ochotę odłożyć tę książkę jeszcze przed zakończeniem. 

Jeżeli chcielibyście przeczytać o jej plusach, to muszę Was przeprosić, bo nie znajdzie się ich zbyt wiele. Są nimi ukazanie relacji w rodzinie i poezja, która odgrywa tutaj istotną rolę. Pułapka uczuć to pozycja dla czytelników, którzy nie mają zbyt wygórowanych wymagań i zadowalają się tylko dobrą powieścią młodzieżową. Zawiodłam się na tej pozycji i myślę, że nie będę kontynuowała tej trylogii. Jeżeli potrzebujecie niezobowiązującej młodzieżówki na jeden wieczór, to ta książka się nada. 

Ocena: 6.5/10
Czytaj dalej

Listy do zimy #4 - II edycja


12 kwietnia 2017 r. 

Droga, Zimo! 

       Uznałam, że to dobry czas, żeby się pożegnać, więc piszę ostatni w tym sezonie list. Na dworze akurat dzisiaj jest mega zimno, ale na drzewach pojawiły się już pączki, a w ogródkach zakwitły tulipany! Powoli nadchodzi Wiosna.
       Zimo, ostatnio przechodzę kryzys. Myślę, że to wszystko przez zamieszanie w życiu prywatnym, złożoność sytuacji, z którymi muszę sobie poradzić i szkołę właśnie tak się dzieję. Czuję się totalnie przytłoczona nauką. Nie mam czasu na czytanie. Zaniedbałam bloga. Czuję się źle, że nie daję sobie ze wszystkim rady, mimo tego, że staram się dystansować i nie przeżywać wszystkiego aż tak bardzo. To trudne. Ciągle staram się pracować nad sobą. Jednak uczucie, że zawodzę ludzi i samą siebie jest dużo silniejsze.
       Dzisiaj zaczyna się przerwa świąteczna, więc będę miała chwilę może wytchnienia. Choć i tak czeka mnie nadrabianie materiału z chemii i czytanie Lalki. Zostało mi jeszcze ponad 500 stron i muszę je przeczytać w tydzień... Pogoda jakoś nie nastraja mnie pozytywnie do tego wszystkiego. Od kilku dni jest bardzo zimno i pada deszcz albo grad. Chciałabym już wiosny w pełnej krasie, wybacz. 
     Widać natomiast, że w tym roku pokorniej oddajesz władzę Wiośnie. Jestem dumna, Zimo! Żegnam się już z Tobą. Życzę wszystkiego dobrego i do napisania za rok! 

 Moc uścisków i całusów, 
Ana  

*seria inspirowana filmikami Carrie Hope Fletcher*

Czytaj dalej

Niebieskie rybki, stary opuszczony dworzec i Kintsukuroi | Chemia naszych serc - Krystal Sutherland [88]


Kiedy patrzę w niebo , uświadamiam sobie, że jestem zaledwie popiołem po dawno umarłych gwiazdach. Człowiek to zbiór atomów, które przez krótki czas tworzą określony układ, a potem znów się rozpadają. 

Henry Page jest redaktorem szkolnej gazetki i uczniem ostatniej klasy liceum. Na początku roku poznaje Grace, która przepisała się do jego szkoły dopiero w tym roku. Wygląda dziwnie... Ubiera się w męskie ubrania, pachnie jak facet i zwyczajnie sprawia wrażenie zaniedbanej. Ponad to kuleje i porusza się o lasce. Nauczyciel nadzorujący gazetkę proponuje obojgu stanowisko redaktora i w ten sposób tych dwoje zmuszonych jest ze sobą współpracować. Henry'ego coraz bardziej intryguje postać dziewczyny i pragnie poznać tajemnicę, którą skrywa. Nie spodziewa się, że może być ona tak mroczna. 

Chemia naszych serc to pozycja, która wciąga już od pierwszych stron. Zaczęłam ją czytać, chcąc przełamać swój czytelniczy zastój, i zdecydowanie udało jej się sprawić, że wróciła mi chęć czytania. Na początku roku założyła sobie, że każdego dnia będę czytała przynajmniej rozdział. Wyobraźcie sobie, jak bardzo musiałam być rozdarta w sobie, kiedy jednocześnie byłam ciekawa dalszych losów bohaterów i musiałam wracać do nauki lub zwyczajnie iść spać, żeby rano nie zaspać do szkoły. Tak więc naprawdę ostrzegam, żebyście nie zaczynali tej książki w czasie, kiedy macie naprawdę dużo do zrobienia. 

Można powiedzieć, że to słodko-gorzka historia, która niejednokrotnie rozśmieszy nas (mogliście to zobaczyć na moim instastory @czytam.z.pasja), ale i zaszokuje.  Nie jest to, myślę, pozycja, która wzrusza, chociaż może znajdą się i osoby, którym zakręci się łezka w oku. To książka z bardzo głęboką bohaterką, której autorka wykreowała wspaniały portret psychologiczny. 

Przejdźmy płynnie do bohaterów, skoro już o nich zaczęłam pisać. To właśnie Grace jest postacią, która należy do tych, których można określić mianem bohaterów z duszą (peryfrazując Maję K.). Jej kreacja jest niezwykle złożona, a ja uwielbiam właśnie tak "głębokie", więc mimo niektórych momentów, kiedy Grace irytowała mnie, starałam się zrozumieć ją i jej motywy działania i mimo wszystko chyba mogę powiedzieć, że darzą ją jakąś sympatią. Postać Henry'ego jest postacią, której naprawdę kibicowałam we wszystkim, co robił, i trzymałam za niego kciuki. Kurczę, naprawdę go polubiłam! 
Nie mogę nie wspomnieć tutaj o przyjaciołach Henry'ego, którzy są niesamowici. Mimo że książka naprawdę nie jest obszernych rozmiarów i skupia się bardziej na historii głównej dwójki. La i Muz są postaciami drugoplanowymi, ale myślę, że dość wyraźnie zarysowanymi. Ich przyjaźń z Henrym jest tutaj przedstawiona tak, że naprawdę zazdrościłam im takiego zagrania i lojalności. Z a w s z e mogli na siebie liczyć i w każdej sytuacji byli dla siebie wsparciem. Ukazanie ich więzi w tej książce jest, moim zdaniem, jedną z wielu zalet. 

Dobra, wspomniałam już coś o humorze, ale naprawdę trzeba przyznać, że dialogi między bohaterami lub między Henrym i jego rodzicami po prostu zwalają z nóg. Wybuchałam głośnym śmiechem. Tak działo się do pewnego momentu. Potem sytuacja się trochę skomplikowała i ze słodkiej historia zaczęła się zmieniać w taką leciutko creepy. 

- Czy trzeba ci zapewnić pilny transport powrotny w ramach ucieczki od tych być może naruszających prawo działań?
- Jeszcze nie wiem. Będę w kontakcie, ale nie powinienem wrócić zbyt późno . Nie chcę, żebyście na mnie czekali do nocy. 
- Gdybym nie odbierała, poproś policję, żeby cię odwiozła. A my udamy, że dajemy ci szlaban na miesiąc. 
- Dzięki, mamo.  

Chemia naszych serc to historia o miłości jednak nie takiej jakiej by się wszyscy spodziewali. To historia, do której można odwołać się w rozprawce o odkupieniu, naprawdę. Nawet nie wiedzie, jak bardzo tutaj to jest wpisane, dopóki nie przeczytacie Chemii. To także historia o przyjaźni, prawdziwej i takiej, w której przyjaciele pragną dla ciebie dobra. To pełna metafor, troszkę dramatyczna powieść, która z początku wcale się taka nie wydaje. I historia o poczuciu małości i marności wobec potęgi wszechświata. Myślę, że naprawdę warto po nią sięgnąć. Wciągniecie się niesamowicie i nawet nie obejrzycie się, kiedy zamkniecie książkę i nie będziecie wierzyli, że to już po wszystkim. 

Ocena: 9/10 


Kocham swój internet. Znowu miałam z nim problemy, więc recenzja dopiero dzisiaj, mimo że miała być dużo wcześniej. 


Czytaj dalej

O życiu z czarnym ślimakiem w środku | Moje serce i inne czarne dziury - Jasmine Warga [87]


Może wszyscy mamy w sobie ciemność, tylko niektórzy z nas radzą sobie z nią lepiej niż inni. 
Czytaj dalej

Czy oni nie mogą się normalnie dogadać? | Zima koloru turkusu - Carina Bartsch [86]


Gdyby życie toczyło się tak, jak sobie życzysz, jeszcze siedziałabyś w brzuchu twojej matki. 
Czytaj dalej

Dwumiesięcznik - styczeń i luty 2017


Pierwsze dwa miesiące za nami, moi drodzy. I muszę przyznać, że jestem zadowolona z nich. Minęły nie tak zupełnie szybko, a jednak ten początek roku wydaje się bardzo odległy i pamiętam, jak jeszcze niedawno robiłam BuJo na luty, a już musiałam przygotować go na marzec. Może o wydarzeniach opowiem Wam trochę w "W obiektywie", a teraz przejdźmy już do książkowego podsumowania.
Czytaj dalej

Listy do zimy #3 - II edycja


25 lutego 2017r.

Droga, Zimo! 

     Śnieg już prawie zupełnie zniknął i chyba można uznać, że przyszła pierwsza mała odwilż. Niestety, wczoraj znowu zaczął padać. Pogoda była fatalna. Padał deszcz ze śniegiem, a do tego wiał jeszcze mroźny wiatr. Ostatnie 3 dni przeleżałam w łóżku z grypą, ale na szczęście już czuję się dobrze. Cieszę się, że ominęła mnie ta okropna pogoda i nie musiałam wychodzić z domu.
     Dzisiaj będzie zabiegany dzień, więc piszę szybko ten list, zanim rozpocznie się na dobre. Mam wiele do zrobienia, a wieczorem idę na przyjęcie osiemnastkowe mojej koleżanki i choć troszkę obawiam się tej imprezy, mam nadzieję, że będzie dobrze i nawet przez chwilę nie poczuję się niezręcznie jak to ja. 
     Obecnie czytam Zimę koloru turkusu, chcąc mieć tę lekturę za sobą jeszcze tej zimy. Zazwyczaj sięgam po nią wieczorem i codziennie nie wiem, kiedy mija ten czas i jakby zupełnie się przy niej wyłączam i jestem tylko przy Emely i Elyasie. To niesamowite, że słowa są w stanie zrobić coś takiego z nami. Takim sposobem muszę wybierać między snem a dowiedzeniem się co dalej. Przyznam, że częściej wybieram sen. 
     Mam nadzieję, że przygotowujesz się już, Zimo, do oddania berła i tronu Czterech Pór Roku Wiośnie. Domyślałam się, że nie przyjdzie to łatwo, ale spokojnie, znajdą się i tacy, którzy z niecierpliwością będą czekać na Ciebie w grudniu. Miłej końcówki rządzenia!! Trzymaj się!! 

Ściskam, 
Ana 

                                          *seria inspirowana filmikami Carrie Hope Fletcher*
   
Czytaj dalej

Ta baśń skończy się nie tak, jak wszyscy myśleli | Baśniarz - Antonia Michaelis [85]


- Młoda damo, czy mogę służyć chusteczką? Pani płacze. 
- Och, rzeczywiście. Widzi pan, a ja myślałam, że się śmieję. Jak bardzo można się pomylić.

Anna wkrótce skończy 18 lat. Jest grzeczną, poukładaną córką i wzorową uczennicą, która czuje, że nie do końca pasuje do swoich rówieśników, że trochę od nich odstaje. Pewnego dnia znajduje w szkolnej sali małą lalkę. Okazuje się, że należy ona do szkolnego outsidera, a raczej jego młodszej siostry. Między Anną i Ablem nawiązuje się bardzo krótka rozmowa, jednak od tamtej pory Anna jest zaintrygowana jego postacią i pragnie poznać go bliżej. Dowiedzieć się, kim jest, kiedy opuszcza mury szkoły?  Czy rzeczywiście ma młodszą siostrę? Wkrada się zupełnie nieproszona w życie chłopaka, żyjącego na uboczu, i zakochuje się w nim, mimo tego, czego się o nim dowiaduje, a co jest zaledwie namiastką tego, co skrywa Abel. 

Zacznę od tytułu, który wiąże się z treścią książki w znacznym stopniu i nie sposób nie wspomnieć o tym elemencie w powieści. Tytuł wiąże się z baśnią opowiadaną przez Abla jego młodszej siostrzyczce. Opowieść ta stanowi jakąś 1/3 całej fabuły, jak nie więcej i jest to typowa dziecinna historyjka, jednak Anna odnajduje ją też jakby w rzeczywistości, ale jak jest naprawdę musicie przekonać się sami. 

Z pozoru dziecięca pozycja, pisana baśniowym językiem i której akcja rozgrywa się powoli. A potem nagle pojawia się wątek kryminalny i wszystko jakby przyśpiesza. Ale w rzeczywistości chyba też tak jest, że jak coś się sypie, to czas leci szybciej. Sama fabuła jest dość pokręcona i jest tutaj wiele wątków i splot twistów i momentami sama już nie wiedziałam, o co chodzi i jak to możliwe, że sytuacja tak szybko się zmieniła. Jeśli o wątki kryminalne, to muszę Wam zaznaczyć, że będziecie zmieniać potencjalnego sprawcę co drugi rozdział. 
- Co ci leży na sercu?
- Nic - odpowiedziała i po chwili dodała: Świat.
(...)
- Tak - odparł Magnus. - Tak wyglądasz, jakby świat leżał ci na sercu. 
Bohaterowie, których kreacje nie zawsze są świetne. Anna - skromna, uczciwa, o dobrym sercu, nieśmiała, czasami niezwykle naiwna i momentami irytująca swoim dziecinnym zachowaniem, na które wiek raczej by nie wskazywał. I jej przyjaciółka Gitta, która jest aż nazbyt śmiała, uważa się, za doświadczoną życiem i która zwraca się do Anny "drogie dziecko", bo przecież sama jest już dorosła, kocha się ze swoim chłopakiem z "burzą czerwonych włosów" i prawie w każdym momencie książki pali papierosy. Bertil - chłopak z ciągle zsuwającymi się okularami, dziwak, niepozorny bohater, którego tajemnice też wychodzą na jaw. I Abel - outsider, do którego strach podejść, "polski handlarz pasmanterią". Mimo wszystko o każdym z nim dowiadujemy się wystarczająco dużo i jesteśmy w stanie wyrobić sobie o nich opinie. Wrócę jeszcze do Abla, bo on jest dość szczególnym bohaterem. Skrywa naprawdę ogromne pokłady tajemnic, których sama Anna nie jest w stanie odkryć, póki coś się nie wydarzy. Chłopak o wielu wielu twarzach. Typ, któremu chyba nie powinno się ufać, a mimo to Anna to robi. No i przede wszystkim bohater, którego czytelnik chce rozgryźć i dowiedzieć się, kim naprawdę jest. Ponadto jeśli odniesiecie wrażenie, że niemiecka młodzież została trochę przejaskrawiona, to możecie się mylić. Różnice kulturowe, moi drodzy. 

Chciałabym napisać jeszcze o relacji Abla i Anny. To jest relacja, która rozwija się dość powoli i tak naprawdę można nieśmiało powiedzieć, że Anna wepchała się Ablowi w życie z butami i chciała tam zostać, mimo tego, że ten nie raz próbował ją powstrzymać. Ich "związek" tworzył się tak, jak tworzą się związki w realnym świecie, tak myślę, i to też było bardzo w porządku. 

Baśniarz jest pozycją, która zbiera różne żniwo. Czytałam zarówno pozytywne recenzje, jak i negatywne. I osobiście bardziej skłaniam się ku tym pozytywnym! Jest to dość specyficzna książka w lekko baśniowym, lekko creepy klimacie. Z wieloma otwartymi momentami w akcji, w których czytelnik sam może domyślać się, kto to jest, jak to się zakończy, czy to prawda, i które w odpowiednim czasie zostają zamknięte. W trakcie powieści niejednokrotnie można zmieniać zdania o bohaterach i myślę, że takie delikatne  poplątanie jest w porządku. No i zakończenie, które miażdży i którego zupełnie się nie spodziewałam. Autorko, jak mogłaś to zrobić? Kolejna wyrwa w moim sercu... Jeszcze wspomnę tylko, że do Baśniarza trzeba się przyzwyczaić i po prostu zgrać się z tą książką, a nie odkładać ją po 100 stronach, uznawszy, że jest słaba. Nie jest! Trzeba zwyczajnie dać jej czas na rozwinięcie się. I nie jest to książka dla bardzo doświadczonych czytelników, którzy nie potrafią przymknąć oka na różne mniejsze i większe zgrzyty. Moim zdaniem, to pozycja, po którą warto sięgnąć i serdecznie ją Wam polecam. 

Ach! I gdybyście zauważyli ten mały chaos w poście, to dlatego, że piszę go tego samego dnia, kiedy skończyłam czytać Baśniarza i nadal są we mnie te emocje. Mam nadzieję, że zrozumiecie. 

Ocena: 9/10 

Czytaj dalej

Każdy z nas ma skazę, choć niektórzy ją lepiej ukrywają | Skaza - Cecelia Ahern [85]


Kiedy byłam mała, zawsze uważałam, że aby uciec trzeba wstać i zacząć biec, jak robią dzieci w filmach. Nienawistny krzyk, trzaśnięcie drzwiami, potem bieg. Dowiedziałam się jednak, że wielu ludzi ucieka, choć nigdzie się nie rusza. 
Czytaj dalej

Szczęśliwy traf i ogromne marzenie | Wytańczyć marzenia - Michaela DePrince i Elaine DePrince [84]


Wtedy zrozumiałam, że spoczywa na mnie odpowiedzialność, aby napisać wspomnienia i zobaczyłam, czym mam się w nich dzielić. Wśród wszystkich błogosławieństwa, jakich doświadczyłam, była też duża dawka nadziei. To nadzieja pozwoliła mi przetrwać w Afryce, mierząc się ze znęcaniem, z głodem, z bólem i ogromnym niebezpieczeństwem. To nadzieja sprawiła, że ośmieliłam się marzyć, i to nadzieja pomogła mi spełnić te marzenia. Tak, podzielę się swoją nadzieją. 

Jeżeli interesujecie się baletem, to powinniście kojarzyć primabalerinę Michaelę DePrince. Książka, o której chcę Wam dzisiaj napisać, jest właśnie o niej. 
Czytaj dalej

Listy do zimy #2 - II edycja


12 lutego 2017r. 
Droga, Zimo!
     Od ostatniego listu minęło dokładnie dwa miesiące. I owszem, myślałam już kilkakrotnie, żeby się do Ciebie odezwać, ale wciąż coś mi wypadało. Jednak postanowiłam, że dzisiaj zrobię to na pewno. Mam Ci trochę do opowiedzenia! 
     Zacznę od tego, że w ferie, które skończyły się tydzień temu, sporo odpoczęłam i udało mi się przeczytać dwie i pół książki, co jest według mnie całkiem dobrym wynikiem. Pierwszy tydzień po feriach był mega męczący, a następny zapowiada się jeszcze gorszy. 
     Nie powiem, Zimo, że cokolwiek mi ułatwiłaś. Zesłałaś groźny mróz i dziesiątki centymetrów śniegu, co tylko opóźniało moje powroty do domu przez nieodśnieżone chodniki i powodowało senność przy uczeniu się czegokolwiek. Więc pod tym względem było koszmarnie, jednak właśnie w tym tygodniu dowiedziałam się, że jednak z koleżanek z mojej klasy ogląda SKAM i teraz obie się ekscytujemy wszystkim, co z tym związane. Dobrze jest mieć kogoś z kim możesz dzielić swoją ekscytację. 
     Te dwa pierwsze miesiące roku 2017 były dla mnie dość łaskawe i cieszę się z tego niezmiernie. I rzeczywiście, kiedy piszę do Ciebie pierwszy raz od ostatniego, jest lepiej. Dzięki za kciuki!! 
      Pozdrów swoich przyjaciół - Mróz i Śnieg. Miłego rządzenia przez następny miesiąc. Trzymaj się! 

Ściskam, 
Ana 

*seria inspirowana filmikami Carrie Hope Fletcher*
Czytaj dalej

Nigdy, przenigdy nie zapominaj | Never never - Colleen Hoover & Tarryn Fisher [83]


Nigdy, przenigdy nie zapominaj o tych, którzy utorowali ci drogę. Nigdy, przenigdy nie przestawaj czynić świata lepszym dla tych, którzy przyjdą po tobie.

Czy chcieliście kiedyś coś zapomnieć? Wymazać z pamięci przykre wydarzenie? Charlie i Silas stracili pamięć. Nie wiedzą, jak się nazywają, kim są ludzie wokół, jak wyglądają. Nie pamiętają swoich rodzin, szkoły ani domów. Nie mają pojęcia, co działo się, zanim utracili pamięć. Robiąc notatki, oglądając zdjęcia, nagrania, sprawdzając kieszenie w ubraniach, razem starają się poznać siebie i dowiedzieć, kim są.

Tak naprawdę to nie wiedziałam nawet tego, co napisałam wyżej, kiedy sięgałam po tę książkę. Kolejny raz pomyślałam sobie, że na Colleen Hoover się nie zawiodę. I miałam rację, bo Never never jest pierwszą książką w 2017 roku, która otrzymała ode mnie maksymalną ocenę.

Pomysł na fabułę to wreszcie coś oryginalnego i innego niż w tego typu literaturze. Jeśli czytaliście albo słyszeliście gdzieś o książkach New Adult albo Young Adult, gdzie bohaterowie albo jeden z bohaterów traci pamięć, dajcie mi znać. Ja się z tym motywem spotkałam tylko w przypadku literatury science-fiction, a mimo wszystko bardzo mi się spodobał tutaj. 

Nie można za wiele napisać o samych bohaterach. Dowiadujemy się czegokolwiek o nich, kiedy oni sami to odkrywają. Poszukiwanie własnej tożsamości jest tutaj bardzo dobrze przedstawione. Postacie okazują się niezwykle bystre i jakoś sobie radzą z całą tą sytuacją. Sami nie wiedzą, komu mogą zaufać, a komu nie. Ryzykują wiele, ale nie mają teoretycznie nic do stracenia. Postać Charlie - o niej chcę wspomnieć więcej, bo postać Silasa naprawdę bardzo polubiłam i nie mam się w jego przypadku do czego przyczepić. Charlie jest postacią, która wykazuje jakby dwa typy osobowości. Jeden sprzed wydarzeń związanych z jej rodziną i drugi po tych wydarzeniach. W momencie, kiedy utraciła pamięć, nie jest pewna, jaka tak naprawdę była. Częściej wykazuje ten pierwszy typ osobowości, jednak zdarza się, że ma skłonności do tego drugiego i właśnie w tych momentach Charlie była niezwykle irytująca. Mimo tego obie postacie baaardzo polubiłam i będę pewnie do nich wracać. 

Never never utrzymuje w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Jest niezwykle wciągająca, a przy tym czyta się ją szybko i przyjemnie. Są w niej takie momenty, że zamykałam książkę i siedziałam z otwartą buzią, zdumiona, że coś takiego się wydarzyło. Naprawdę fenomenalna pozycja, którą koniecznie musicie przeczytać. 

Ocena: 10/10 


Czytaj dalej

Słowa mają ogromną moc | Wszystko to, co wyjątkowe - Matthew Quick [82]


I zastanawiałam się, czy na tym polega problem z literaturą - miała sens w teoretycznych sytuacjach i rzadko pomagała w prawdziwym życiu, w którym trzeba było znacznie więcej odwagi, żeby żyć niż żeby przewracać strony w samotności, gdy się jest ukrytym przed światem w rogu pokoju albo w łóżku, albo pod drzewem. 

Czytaj dalej

Czasami jeśli czegoś nie da się usłyszeć, można to poczuć | Maybe someday - Colleen Hoover [81]


Jestem pewien, że ludzie napotykają na swojej drodze osoby, które do nich idealnie pasują. Niektórzy nazywają je pokrewnymi duszami. Inni - prawdziwymi miłościami. Są tacy, którzy uważają, że człowiek może spotkać w życiu więcej niż jedną taką osobę. 

Czytaj dalej

Niepopularne opinie o popularnych książkach TAG


Jako że w ostatnim czasie na blogu pojawiają się głównie recenzje, chciałam Wam dzisiaj przedstawić coś innego. Nie często wykonuję tagi, bo nie zostaje do nich nominowana XD Ale ten miałam zamiar wykonać już dawno, bo ma dość ciekawe pytania. Więc tak, zapraszam!
Czytaj dalej

Przeciwieństwa jednak się przyciągają | Jesienna miłość - Nicholas Sparks [80]


Jeśli przez te ostatnie miesiące Jamie czegoś mnie nauczyła, to tego, że nie powinniśmy sądzić innych po ich myślach i intencjach, lecz po ich uczynkach (...). 
Czytaj dalej

W ulubieńcach 2016 roku | Will Grayson, Will Grayson - John Green & David Levithan [79]


Gdy coś się raz stłucze, nie da się tego z powrotem skleić. Ponieważ gubią się gdzieś małe kawałeczki i krawędzie nie pasują do siebie, nawet gdyby chciały. Cały kształt się zmienia. 

Czy zastanawialiście się kiedyś, czy istnieje gdzieś tam ktoś, kto ma tak samo na imię i nazwisko jak wy? Moje nazwisko nie jest szczególnie wyjątkowe, ale imię, z którym go połączono, zdecydowanie zmniejsza szansę na to, że znajdę kobietę nazywającą się tak, jak ja. Ale to nie post o mnie, a o książce Will Grayson, Will Grayson autorstwa dwóch panów Johna Greena i Davida Levithana.

Czytaj dalej

Ludzie mają wiele warstw tajemnic | Rupieciarnia na końcu świata - Agata Mańczyk [78]


Tak jesteśmy skonstruowani. Potrzebujemy siebie nawzajem, potrzebujemy poczucia bezpieczeństwa, aby w chwili zagrożenia móc liczyć na czyjeś wsparcie. 

Czytaj dalej

W obiektywie - listopad i grudzień 2k16


Chyba przy każdym "W obiektywie" będę pisała o tym, że nie pamiętam września, listopada, stycznia itd. Czas płynie tak szybko, że nawet nie orientuję się, kiedy mija mi kolejny tydzień, miesiąc i rok. Rok właśnie. W tym roku czas będzie może dla mnie troszkę łaskawszy, bo nie spieszy mi się do skończenia 18 lat i powinności bycia poważniejszą i tej odpowiedzialności za swoje czyny. A wracając do zdjęć, naprawdę spora sklejka, mam nadzieję, że Wam się spodoba, mimo że mocno spóźniona. Miłego oglądania!
Czytaj dalej

Zusak, Millay i Niven w czołówce, czyli najlepsze książki 2016 roku

Zdecydowałam się napisać ten post (mimo tego, że minęło już 17 dni nowego roku), aby przypomnieć Wam i jeszcze raz polecić książki, które moim zdaniem były najlepszymi pozycjami przeczytanymi przeze mnie w 2016 roku. Wybrałam tylko te, które dostały ode mnie ocenę minimum 9, więc możecie mi zaufać i sięgnąć po te pozycje. Zapraszam!

Czytaj dalej

Od kiedy to czytam po angielsku?


Zacznę od tego, że mój angielski nie jest na wysokim poziomie. Od dawna chciałam zacząć czytać w tym języku, ale obawiałam się, że zajmie to zbyt dużo czasu i każdego słowa, którego nie znam, będę musiała szukać w słowniku, a tym samym stracę całą przyjemność z czytania. 

Sytuacja zmieniła się, kiedy w ramach współpracy z Wydawnictwem [ze słownikiem] otrzymałam książki, które możecie zobaczyć na zdjęciu powyżej. Zaczęłam czytać w oryginalnym angielskim języku, a pierwszą książką była Alice's Adventures in Wonderland

Tak, jak wspominałam, mój angielski nie jest tak dobry, żebym biegle mówiła w tym języku i czytała wszystko ze zrozumieniem. Rozpoczynając lekturę, już na samym początku zorientowałam się, że będzie to trudne. Zauważyłam dość spore braki w słownictwie. Do tej pory nie przykładałam dużej wagi do nauki słówek, choć nie szło mi znowu tak źle. Nie byłam jednak świadoma, jak ważna i jak wygodna jest znajomość języka obcego, tak powszechnego jak angielski. Już we wrześniu postanowiłam zmienić podejście i los się do mnie uśmiechnął. 

Książki, które otrzymałam w ramach współpracy, okazały się bardzo pomocne w nauce języka. Niejednokrotnie słyszy się, że najlepiej uczyć się go nie podręcznikowo, ale mając kontakt z nim. Braki w słownictwie dały się we znaki, ale na ratunek przyszedł mi słownik słów, które prawdopodobnie będą niezrozumiałe dla czytelnika, znajdujący się na każdej stronie. Kiedy nie znałam jakiegoś słówka, po prostu zerkałam na margines, odnajdywałam je i czytałam dalej. Nie wszystkie jednak  można odszukać na marginesie, co jest całkiem logiczne. Nie martwcie się jednak, resztę można znaleźć w słowniku na końcu książki. Wspomniałam już o dwóch słownikach, ale został jeszcze jeden. Znajduje się na początku i zawiera wyrazy, które występują w książce najczęściej. 

Tak więc czytanie klasyków literatury, bo jak na razie głównie takie ma w swojej ofercie Wydawnictwo [ze słownikiem], w języku oryginalnym nie jest już wymówką. Książki wydawane przez wyżej wspomniane wydawnictwo są nie tylko praktycznie i ładnie wydane, są także świetną pomocą dydaktyczną przy nauce języka angielskiego. Nie ma chyba niczego przyjemniejszego niż nauka dzięki swojej pasji. A i ich cena nie jest wysoka, ma wartość zbliżoną do "normalnych" polskich książek.

W skrócie: ogromnie polecam Wam książki tego wydawnictwa. To dobra okazja do podszkolenia języka i jednocześnie poznania książek z dzieciństwa w oryginalnym języku.

Wydawnictwo [ze słownikiem] zrobiło naprawdę kawał dobrej roboty i ogromnie gratuluję komuś takiego pomysłu! Trzymam kciuki za rozwój i z niecierpliwością czekam na premierę Pride and Prejudice, którą bardzo chciałabym przeczytać w oryginale.  


Czytaj dalej

Dwumiesięcznik - listopad i grudzień 2016


Wszystko w tym roku spóźnione, ale powoli wracam do Internetu. Problemy z nim naprawione, więc jestem. Mam tylko nadzieję, że nie będę się tak spóźniała przez cały rok 😹 

Czytaj dalej

Wytrwałości w nowym roku!


Przy okazji składania życzeń świątecznych celowo nie składałam Wam życzeń od razu noworocznych. Chciałam złożyć je oddzielnie, bo są wyjątkowe!

W nowym roku chciałabym Wam życzyć przede wszystkim wytrwałości w postanowieniach, jeśli takie robicie. Dużo szczęścia i miłości, bo dla nas - ludzi to jest bardzo ważne. Żeby rok 2017 był tym w a s z y m rokiem. Rocznikowi 1999 życzę tego szczególnie, zważywszy na to, że to rok waszych 18 urodzin. Życzę Wam, żebyś w tym roku poznali masę wspaniałych ludzi i odwiedzili wiele cudownych miejsc. Żebyście znaleźli sporo wolnego czasu i wykorzystali go też na czytanie. Żeby rok 2017 był rokiem, w którym poznacie bardziej siebie. Życzę Wam, żebyście znajdowali same świetne seriale i czas na nie. To samo tyczy się muzyki. Żebyście uczestniczyli w rozpierniczających system wydarzeniach. I żebyście spełniali swoje marzenia. Blogerom i blogerkom wytrwałości i weny na pisanie. Dużo wspaniałości i piękna!!! 

Mam nadzieję, że chociaż część tych życzeń się spełni. Będę z tego bardzo zadowolona. Sama liczę trochę na to, że mi też przytrafi się tyle dobrego w tym roku. 

Trzymajcie się, ciepło! 
Dziękuję, że byliście ze mną kolejny rok! 
Ana 
Czytaj dalej