Gwiazdy nad Oktober Bend - Glenda Millard [89]

Udostępnij ten post


ale nawet ja wiedziałam, że słowa są po to, by się nimi dzielić. 

Alice nie jest zwykłą nastolatką. I nie chodzi tu o niesamowity dar czy coś w tym rodzaju. Po prostu różni się od swoich rówieśników. Mieszka w domu na palach z bratem Joey'em i babcią. Pisze wiersze np. na opakowaniach po cukierkach i zostawia je w różnych publicznych miejscach. Pewnej nocy, kiedy wychodzi na dach swojego domu i rzuca na wiatr kawałki papieru, zauważa ją biegający Manny i zapamiętuje jako dziewczynę przynoszącą śnieg w lecie. Od tamtej chwili pragnie ją poznać. Tym bardziej, że jest przekonany, że to dziewczyna z dachu napisała wiersz, który nosi w kieszeni i którego słowa zna już na pamięć. 

Brzmi jak opis książki typu New Adult albo Young Adult, ale zapewniam Was, że nie jest to historia tego typu. Zaczyna się od momentu, w którym główna bohaterka przedstawia się i mówi, że została zeszyta, a jej głowa naprawiona "ściegami jak rybie łuski". Jeżeli myślicie, że to jest dziwne, to odpowiem Wam, że jeszcze nie. Bo wszystko to napisane jest małymi literami. Zazwyczaj, kiedy autor decyduje się prowadzić książkę w ten sposób ma to jakiś cel i w tym wypadku również. Później dowiadujemy się, dlaczego Alice mówi, że została zeszyta i dlaczego pisze tylko małymi literami. A ciekawość tego sprawia, że chce się dalej czytać, żeby wreszcie to się wyjaśniło. 

Cała książka napisana jest w dość specyficznym stylu, pomijając te małe litery, do których trzeba się przyzwyczaić. W treści jest dużo równoważników zdań lub jakby przypadkowo zestawionych ze sobą wyrazów. Poetyczna natura Alice jest widoczna w każdym z nich, podobnie jak jej wyjątkowość, o której sami musicie przeczytać. Nie będę odbierać Wam tego zdziwienia, kiedy się dowiecie. Gwiazdy nad Oktober Bend posiadają niesamowity klimat, nietypowy i nieczęsto spotykany. Sama akcja dzieje się w Nowej Zelandii, także już to jest oryginalne.

Kreacje bohaterów. No cóż, najwięcej można powiedzieć o samej Alice, co jest chyba oczywiste. To dość "dziwna" bohaterka. Myślę, że należy do tych, których albo ludzie rozumieją, albo one irytują ludzi. Jej specyficzność sprawiała, że próbowałam i chciałam ją zrozumieć, ale nie sądzę, żeby działała tak w przypadku każdego czytelnika. Postać Manny'ego też nie jest typowa i też nie jest to zwykły chłopak. Biega, żeby wyprzeć z pamięci wspomnienia, które trawią go od środka i nie pozwalają mu funkcjonować. Nie dziwię się, że tę dwójkę od początku do siebie ciągnęło. Straszliwa przeszłość ich połączyła i sprawiła, że mogą lepiej niż inni się rozumieć. 

Na zakończenie wspomnę o zakończeniu (wiem, wiem jak to brzmi, to było celowe 😃). Myślę, że przez całą książkę warto czekać było na taki koniec. Zastanawiałam się nad nim już w połowie lektury, ale nie wpadłam na to. Ostatnie 30 stron to akcja, akcja, akcja, a czytelnik chce jak najszybciej dowiedzieć się, jak to wszystko się zakończy. Jak dla mnie, dobrze rozegrane. 

Gwiazdy nad Oktober Bend są pozycją dla cierpliwych czytelników i osób, które są w stanie docenić nietypowość bohaterów. Książkę tę czytało mi się dość przyjemnie, bo rozdziały są króciutkie, a wśród nich pojawia się sporo wierszy Alice. Ah! Zapomniałabym o narracji. Narracja nie jest prowadzona tylko z punktu widzenia dziewczyny, Manny również ma tutaj swój udział, choć nieduży. Tajemnice skrywane przez bohaterów zachęcają czytelnika do kontynuowania historii i dobrze, bo, moim zdaniem, warto, tym bardziej, że książka ma zaledwie 255 stron i można z nią miło spędzić jeden wieczór. 

Ocena: 7.5/10 

Jak Wam mija maj? Maturzyście, jak matury? 
Życzę Wam wszystkim udanego weekendu! Trzymajcie się ciepło! 💕

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Znajdziesz chwilę, żeby po przeczytaniu posta napisać kilka słów? Będę bardzo wdzięczna! :)