Prawdopodobnie są tuż obok Ciebie, ale zwyczajnie o tym nie wiesz

Udostępnij ten post

      Prawdopodobnie post ten powinien nosić tytuł Wobec klawiatury, czyli..., ale skoro będzie dotyczył bezpośrednio czytania to zdecydowałam się napisać wprost. Lemon leci w tle, a ja zasiadam do pisania, bo własnie złapałam wenę. Mam nadzieję, że coś zrozumiecie z tej chaotycznej gadaniny.

Post ten chciałabym zadedykować dziewczynom - Natalii, Klaudii, Beacie, Pauli i Oli, jeśli rzeczywiście przeczytają ten post ;) Dziękuję, że słuchacie moich ekscytacji dotyczących książek! 



Pewnie myślicie, że skoro ostatnie statystyki wskazują na to, że w  Polsce jest bardzo niskie czytelnictwo to czytającą osobę znaleźć jest bardzo trudno. Doprawdy nie zagłębiam się w to, kogo oni pytają o przeczytane książki... Wiem jedynie, że bardzo się mylą...

Moja przygoda z czytaniem rozpoczęła się w momencie, w którym czytać się nauczyłam, czyli około 5-6 roku życia. W szkole podstawowej czytałam praktycznie wszystkie lektury, oprócz W pustyni i w puszczy i Szatana z siódmej klasy. Przyznam, że dzieci w wieku 8-12 lat nie jest łatwo skłonić do czytania. A jednak byłam w czołówce, czyli były też inne osoby, jeśli chodzi o wypożyczanie książek. Jeżeli nie bardzo rozumiecie, co to ma wspólnego z ich czytaniem, to już tłumaczę. Jeżeli wypożyczało się książkę to trzeba było ją przeczytać i opisać w zeszycie lektur. Nie było więc żadnego krętactwa, a poza tym byliśmy jeszcze rocznikiem dzieci niekombinujących i stosowaliśmy się do reguł. Na podwórku urządzałyśmy z dziewczynami z osiedla pikniki, na które przynosiłyśmy jedzenie i książki, najczęściej lektury np. Dzieci z Bullerbyn, ale i tak wspólne czytanie sprawiało nam przyjemność.  Tak więc podsumowując okres podstawówki, osób czytających w moim otoczeniu było kilka, więc wcale nie musiałam ich szukać daleko.

Kiedy poszłam do gimnazjum, sytuacja trochę się zmieniła. Teraz młodzież wypożyczała książki, a kiedy mijał dozwolony termin na ich trzymanie, oddawała, nawet nie otwierając. Zostałam zepchnięta z podium, co wcale nie oznaczało, że mniej czytałam. Czytałam dużo, lecz nie książek ze szkolnej biblioteki. Z osobami, które wypożyczały te całe kilkadziesiąt książek w ciągu roku, nie można było porozmawiać o literaturze, bo przecież nie mieli o niej pojęcia, skoro nie czytali. Śmiało większość dorosłych stwierdzi, że gimnazjum jest wiekiem buntu, a książki w ogóle już nie wchodzą w grę. Jak bardzo się mylą! Jestem chyba tym jednym z ostatnich rocznikiem, którego dzieciństwo było budowane właśnie na książkach, nie na smartfonach, tabletach i laptopach. Jeżeli odgrywały tak wielką rolę w naszym dorastaniu, to część z nas będzie do nich wracać. I tak było także w gimnazjum. O tym, że dziewczyny z mojej klasy czytają, dowiedziałam się w drugiej klasie. Wymieniałyśmy się wtedy tytułami. One podawały mi nawet opowiadania na wattpadzie. Czytanie nie do końca wymarło i chyba nawet było formą sprzeciwu wobec młodzieńczego buntu.

No i pora na liceum. W żadnej do tej pory szkole tak dobrze nie wiedziałam o tym, że ktoś z mojego otoczenia czyta. Albo inaczej obsesyjnie czyta. Wiadomo, że liceum rządzi się innymi prawami niż gimnazjum i tego wolnego czasu jest dużo mniej, a mimo i tak znajdujemy te kilka chwil, aby poświęcić je właśnie na czytanie. Nie wiem dokładnie, jak to się stało, że dowiedziałam się o tym, że wymienione w dedykacji dziewczyny czytają. Chyba wyszło to jakoś tak, że zaczęłyśmy po prostu rozmawiać i to właśnie rozmawianie sprawiło, że zyskałam słuchaczy (wymuszonych co prawda, ale jednak XD) moich ekscytacji. Dziewczyny na pewno pamiętają Winter - zwłaszcza Natalia i Paula, którym najwięcej o tym ględziłam. Moja rozpacz i wstrząs po Złodziejce książek także została omówiona. Klaudia  wspomina mi o tytułach powieści, po które ona sięga. Ola ma obsesje na punkcie Igrzysk Śmierci i Niezgodnej - narzeka ostatnio, że nie ma kto z nią iść na Wierną do kina. Paula i Beata po prostu mnie słuchają, kiedy mówię o książkach.

Wniosek jest prosty: gdybym nie powiedziała dziewczynom, czy to z gimnazjum, czy z liceum, że czytam, one nie przyznałyby, że też czytają. Trzeba po prostu rozmawiać, bo prawdopodobnie ktoś, kto czyta zawsze jest tuż obok Ciebie, ale ty zwyczajnie nie wiesz.

Zachęcam Was do dzielenia się ze mną swoimi doświadczaniami dotyczącymi osób czytających w Waszym otoczeniu.Życzę miłego wieczoru, a sama uciekam do historii! ;*

4 komentarze :

  1. Czytam od kiedy umiem. Zawsze przyznaję się do tego otwarcie. Wniosek? Nowi książkoholicy rosną jak grzyby po deszczu! Wystarczy ich naprowadzić, a oni już będą wiedzieli co robić :)

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! Wystarczy ich naprowadzić
      Pozdrawiam,
      Ana ♥

      Usuń
  2. Masz sporo racji, ale taki sondaże są przeprowadzane na całej społeczności, a nie tylko uczniach. Wiadomo, że w szkole można znaleźć mnóstwo czytających osób, bo średnią w kraju zawyżą nawet Ci, którzy czytają same lektury. Nie robią tego dla przyjemności, ale czytają. Inaczej ma się sprawa chociażby wśród dorosłych, którzy nierzadko są tak zabsorbowani pracą i życiem, że nie mają czasu i ochoty na lekturę. Tak samo osoby starsze. Moim zdaniem dlatego te wyniki czytelnictwa są jakie są. :)

    Pozdrawiam cieplutko,
    Skrzynka Pełna Książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak! Tego nie brałam pod uwagę ;-; Masz rację. Mój tata nie czyta wcale, b kiedy wraca z pracy jest zmęczony, a poza tym nigdy jakoś specjalnie nie lubił. Mama natomiast podkrada mi moje książki i czyta. Babcia czytała dopóki nie pogorszył jej się wzrok. To prawda, że w tym całym biegu dorośli nie mają nawet chwili ani siły, aby usiąść i pogrążyć się w lekturze. Dziękuję za tak wspaniały komentarz! Kompletnie zapomniałam o tym aspekcie.
      Ściskam,
      Ana ;*

      Usuń

Znajdziesz chwilę, żeby po przeczytaniu posta napisać kilka słów? Będę bardzo wdzięczna! :)