Czasami jeśli czegoś nie da się usłyszeć, można to poczuć | Maybe someday - Colleen Hoover [81]

Udostępnij ten post


Jestem pewien, że ludzie napotykają na swojej drodze osoby, które do nich idealnie pasują. Niektórzy nazywają je pokrewnymi duszami. Inni - prawdziwymi miłościami. Są tacy, którzy uważają, że człowiek może spotkać w życiu więcej niż jedną taką osobę. 


Zaczęło się od tego, że on - muzyk grał na gitarze na swoim balkonie, a ona śpiewała pod nosem teksty układane do jego melodii. Kiedy Ridge orientuje się, że Sydney śpiewa do jego muzyki, pragnie poznać ją i zaproponować współpracę. Sydney natomiast, której słowa układają się w głowie zupełnie naturalnie, prowadzi poukładane życie, studiując i będąc w związku z Hunterem. Mieszka ze swoją przyjaciółką Tori i pracuje w bibliotece. W dniu swoich dwudziestych drugich urodzin jej świat wywraca się do góry nogami. Z pomocą przychodzi jej chłopak z sąsiedztwa - Ridge. Wkrótce razem zaczynają tworzyć muzykę, która nie jest już tylko melodią i słowami, ale osobistym wyznaniem. 

Po lekturze Hopeless i Losing hope byłam pewna, że sięgnę po kolejne książki pani Hoover. Akurat przy najbliższej okazji w bibliotece spotkałam Maybe someday. Sięgnęłam bez wahania przekonana, że i w tej zakocham się równie mocno, jak w dwóch poprzednich. Nie myliłam się. 

Książka zaczyna się w momencie, kiedy cały świat Sydney się wali. To właśnie wtedy poznajemy główną bohaterkę. Syd od razu zdobyła moją sympatię. Zaimponowała mi tym, że zachowała dumę po wszystkim, co wydarzyło się tego dnia. Drugą główną postacią jest Ridge, którego pokochałam za to, że był tak bardzo wrażliwy na krzywdę drugiego człowieka. W czasie czytania możemy dostrzec, jak dobrze wykreowane są te postacie. Autorka skupiła się na opisach emocji i dzięki temu cała historia nabrała jeszcze bardziej rzeczywistego charakteru. Jesteśmy też świadomi tego, jak czuły się postacie w momencie, kiedy ich życie zaczęło się komplikować na nieco wyższym poziomie niż zwykle. Warto wspomnieć jeszcze o tym, że nie dowiadujemy się wszystkiego o obu postaciach, mimo że obserwujemy rozwój sytuacji z ich perspektywy. Ich tajemnice poznajemy w momencie, kiedy poznają je również inni bohaterowie. Postacią, o której chcę jeszcze wspomnieć jest Warren, czyli współlokator Ridge'a. Wprost go uwielbiam za humor i za troskę. Naprawdę wybuchałam śmiechem w chwilach, kiedy Warren coś mówił. 

Bardzo istotną sprawą jest także to, że piosenki, które Sydney i Ridge tworzą możemy naprawdę usłyszeć. Colleen Hoover przy tworzeniu tej książki zaprosiła do współpracy Griffina Petersona (którego nawiasem mówiąc, bardzo lubię i ucieszyłam się, że to właśnie on zajął się realizacją w tym projekcie). Dzięki temu można naprawdę usłyszeć brzmienie piosenek bohaterów. Na końcu książki znajdują się polskie tłumaczenia tekstów, które znajdujemy w środku powieści. Ogroomny plus!!!

Maybe someday to fenomenalna książka, którą czytało się niezwykle przyjemnie. Niejednokrotnie wzruszyłam się przy niej. Zaimponował mi sam pomysł eksperymentu z tymi piosenkami. Pokochałam postacie, szczególnie Warrena. I naprawdę bardzo polecam Wam tę książkę! Nie chciałabym Wam zdradzać więcej, bo może okazać się to spoilerem, a ta lektura naprawdę jest warta uwagi. Więc na koniec: przeczytajcie Maybe someday.

Ocena: 9/10 

Jeśli czytaliście Maybe someday, to koniecznie dajcie mi znać, jak Wam się spodobała. I czy tak samo polubiliście Warrena 💓
Ściskam, Ana 

6 komentarzy :

  1. Czytałam "Maybe Someday" i jest to moja ulubiona książka. Przeczytałam ją w jedno popołudnie <3
    Ach, Warren, Warren. Taki z niego aparat. Bardzo go polubiłam i jest moją ulubioną postacią, oprócz Ridge'a. Na początku zaskoczyło mnie kompletnie (to coś) z czym żyje Ridge (piszę tak, aby nie spojlerować nikomu ;P), ale w sumie to przybliżyło mi wiele spraw. Ten cytat w tytule <3 Naprawdę świetny.
    Podczas czytania, słuchałam piosenek. Są naprawdę świetne ;)
    Świetna recenzja, pozdrawiam
    FotoReporterka
    http://zdjeciapelneinspiracji.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warren to życie <3 Mnie też zupełnie zaskoczyło! Ale potem nawet już nie zwracałam na to uwagi :) Te słowa w tytule to nie cytat! :D Sama je ułożyłam :3
      Dziękuję za miłe słowa i również pozdrawiam,
      Ana

      Usuń
  2. Zamówiłam ją w tamtym tygodniu, we wtorek zaczynam ją czytać i nie mogę się doczekać. <3
    http://itsabookgeek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Super piszesz Aniu. Ja nie potrafię recenzji pisać. Pozazdrościć. Pozdrawiam serdecznie. Kasia Dudziak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam na imię Ania. Jestem Ana ;) Dziękuję za tak miłe słowa, zachęcają do pracy ;)

      Usuń

Znajdziesz chwilę, żeby po przeczytaniu posta napisać kilka słów? Będę bardzo wdzięczna! :)