Shadowhunters - moja reakcja

Udostępnij ten post



Chyba już każdy booktuber i bloger książkowy, który przeczytał co najmniej jeden tom Darów Anioła, poruszył ten temat. Jak wszyscy to i ja! Zapraszam na moje refleksje dotyczące dwóch pierwszych odcinków serialu Shadowhunters. Uprzedzam, że mogą pojawić się treści, których osobiście nie uznałam za SPOILERY, ale takimi mogą się okazać.

Pierwsze myśli
Zacznijmy od tego, że kiedy usłyszałam o tworzeniu serialu na podstawie serii pani Clare, pomyślałam, że będzie to totalna klapa, a z Nocnych Łowców zrobią detektywów czy jakieś inne temu podobne postacie, które zapewnią dobrą oglądalność. Okazało się, że zostali Nocnymi Łowcami z jakimiś prawie super-mocami, które otrzymują po nakreśleniu na swoim ciele run. 

Obsada (MOGĄ POJAWIĆ SIĘ SPOILERY!)
Po zobaczeniu obsady byłam zszokowana. Zmieniony Jace? Czarnoskóry Luke? Kiedy obejrzałam pierwszy odcinek, troszkę się do nich przekonałam, jednak nie w dużym w stopniu. Brakuje mi chamskich, sarkastycznych odzywek Jace'a, które tak idealnie naśladował Jamie Campbell Bower w Mieście kości. W ogóle zachowanie "nowego" Jace'a wcale nie przypomina tego z książki. Nadrabia to wszystko jedynie urodą. A Luke jest policjantem, nie prowadzi księgarni jak w książce i filmie. No i Hodge, który jest niewiele starszym facetem niż Jace, a w książce był dziadkiem. Na temat Valentine'a jeszcze nie wyrobiłam sobie opinii. Kolejny bohater to Simon, który jako jeden z trzech wydaje się mieć całkiem okej dobranego aktora. Jest jednak jedna postać, która po prostu powala swoją genialnością w serialu - Alec. Nie mogli lepiej go dobrać. Mattew Daddario idealnie nadaje się do tej roli!!! I chyba jedynie przez wzgląd na niego będę oglądać dalej ten serial. Magnus, którego gra Harry Shum, jest kolejną postacią, która jest dobrze dobrana. Na razie pojawił się chyba tylko 2 razy, więc nie będę go oceniać więcej. Bohaterki. Zacznijmy od głównej - Clary. Ma tak pomarańczowe włosy (bo to już nie jest rudy), że aż oślepiają. A to wszystko przez ludzi, którym nie podobał się odcień włosów Lily Collins jako Clary w Mieście Kości. Poza tym mam wrażenie, że "nowa" główna bohaterka to taka mała rozpieszczona dziewczynka, która chce uratować swoją mamę, nie wiedząc nawet przez kogo została porwana i jakie grożą jej niebezpieczeństwa (Clary, nie matce). Kolejna bohaterka to Dot , która jest młodą kilkanaście, nie kilkadziesiąt, lat straszą kobietą od Clary. Po co trzymać się bohaterów z książki? Do Jocelyn nie mogę się przyczepić. Mogłaby mieć bardziej rude włosy, ale jest okej. No i Izzy, która tak się "mizia" do Simona, flirtuje z nim, ale ogólnie rzecz biorąc też jest okej. To tyle, jeśli chodzi o bohaterów.

Sceneria
Ja rozumiem, że mamy XXI wiek, technologia i te sprawy, ale na Anioła Nocni Łowcy byli staroświeccy!!! A Instytut nie był wypasiony nowinkami technologicznymi po brzegi. Poza tym, skąd tam tyle ludzi? Przecież w książce i filmie było ich tam zaledwie kilku. Totalna klapa.

Relacje 
Kiedy Clary i Jace wchodzą do Miasta Kości, on oczywiście wcześniej ostrzega ją przed konsekwencjami i tak dalej, zachowują się tak, jakby przyszli sobie pozwiedzać. Trzymają się za ręce, rozmawiają sobie o grobach, prawie wycieczka krajoznawcza. Moim zdaniem, to, co się dzieje między nimi, zachodzi zbyt szybko. Przecież w książce oni najpierw się drażnili, jedno irytowało drugie, dopiero później zaczęło coś iskrzyć, a tutaj od razu - Jace: Zrobię wszystko, żeby chronić Clary, a Clary: Jace jest troskliwy, na pewno pomoże odzyskać mi mamę. 

Podsumowanie
Jeżeli sądziliśmy, że film jest beznadziejny, to nie wiedzieliśmy, że można to "sknopścić" jeszcze bardziej. Film w porównaniu do serialu jest cudeńkiem. I mimo że wycieli najlepsze momenty, to jestem w stanie im wybaczyć, bo przynajmniej zachowano spójność i dobrze dobrano obsadę. Myślę, że serial nie byłby tak krytykowany, gdyby nie to, że wcześniej powstał film. Ogólnie nie jest najgorszy i na pewno będę go dalej oglądać mimo tych zawodów i totalnych klap. Rozumiem, że musieli zmienić troszkę akcję i nie przeszkadza mi to. 

Mam nadzieję, że zrozumieliście przynajmniej trochę z tego mojego emocjonalnego wywodu. Jeżeli jeszcze nie obejrzeliście żadnego odcinka to koniecznie to nadróbcie i dajcie mi znać, jakie wrażenie wywołał na Was serial. A jeżeli obejrzeliście to piszcie, co o nim sądzicie. 

Do napisania. Ściskam! 







4 komentarze :

  1. Zupełnie się z Panią zgadzam. Serialowego Jace twórcom nigdy nie wybaczę. Jamie tak idealnie wcielał się w tą rolę, ale za to Alec wygrywa wszystko, boski. Clary jest ok chociaż Lily też zła nie była, może nawet ciut lepsza. Serialowa Izzy lepiej odzwierciedla tą książkowa niż ta filmowa.

    Nie wiem dlaczego wszyscy czepiają się filmu dla mnie był fajny. Wydaje mi się, że połączenie serialu i filmu to byłaby mieszanka idealne.
    Zobaczymy jak to się wszystko rozwinie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie w filmie najgorsze było to, że wycięli moje ulubione sceny z książki.
      Zgadzam się, że połączenie filmu i serialu byłoby idealne! ^^
      Pozdrawiam,
      Ana

      Usuń
  2. Obejrzałam tylko pilot i nie mam zamiaru oglądać żadnego następnego odcinka! Zgadzam się, że Simon pasuje do Simona :D ale reszta to dla mnie masakra, a efekty specjalne to marny żart.
    Nominowałam Cię do Liebster Blog Award, będzie mi miło jeśli odpowiesz na pytania :)
    http://maw-reads.blogspot.com/2016/01/liebster-blog-award-2.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troszkę przesadzili z efektami, racja :/
      Dziękuję za nominację, postaram się jak najszybciej odpowiedzieć na pytania ;)
      Pozdrawiam,
      Ana

      Usuń

Znajdziesz chwilę, żeby po przeczytaniu posta napisać kilka słów? Będę bardzo wdzięczna! :)