Prawa autorskie

Wszystkie teksty, zdjęcia książek i zdjęcia stosików zamieszczone na tym blogu, tj. Czytam z pasją, są mojego autorstwa. Zgodnie z DZ.U. z 1994r. nr 24 poz.83 mam prawo do ich ochrony i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej wyraźnej zgody.

Wobec klawiatury, czyli moje dziecięce świąteczne wspomnienia


Zapach mandarynek, pierników i igliwia. Jeżeli poczujemy je w innym miesiącu niż grudzień, od razu kojarzą się ze świętami. 

Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o moich wspomnieniach dziecięcych dotyczących własnie świąt Bożego Narodzenia. Jeżeli jesteście ciekawi tego, co pamiętam, to zapraszam! 

     Zacznę od przygotowań do nich. Wszystko zawsze zaczyna się jakoś dwa lub trzy dni przed Wigilią. Mama z babcią pieką ciasta, ja sprzątam i kroję warzywa na sałatki, tak przynajmniej jest od kiedy skończyłam 11 lat. Będąc młodsza po prostu sprzątałam swój pokój. 22 lub 23 grudnia ubieraliśmy wspólnie choinkę i nadal tak robimy. Wieczorem tuż przed Wigilią czytałam to czytanie, które odczytuje się (za dużo tego czyt- ale nie umiem tego inaczej ująć ;)) przed rozpoczęciem wieczerzy. A po wykąpaniu się babcia odczytywała mi i mojemu rodzeństwu legendę o św. Mikołaju. W nocy budziłam się i sprawdzałam, czy pod choinką są już pierwsze prezenty, a jeśli nie było wracałam do łóżka i za kilka godzin znowu sprawdzałam. Kiedy okazało się, że już leżą, budziłam siostrę, z którą dzieliłam pokój i szłyśmy razem z małą latarką, żeby nikogo nie obudzić, sprawdzić, które są nasze i je rozpakować. Później kładłyśmy się spać z powrotem. Za oknami nadal było ciemno, kiedy wstawałam o 7 rano i z moim młodszym bratem oglądaliśmy bajki na TVP 1 lub TVP 2. W naszym domu nie spali już wszyscy, oprócz mojej siostry.  Przez tyle lat ten rytuał się nie zmieniał, ale dzieci dorastają i my też powoli dorastaliśmy. Więc którejś Wigilii przestaliśmy wcześniej wstawać i szukać w nocy prezentów pod choinką. Mama nauczyła mnie i brata grać w statki, kiedy chcieliśmy iść na sanki, ale nie było śniegu. Od tamtej pory co roku gramy w statki i zawsze wygrywam! 
     Zapomniałam Wam jeszcze napisać o moich świątecznych przedstawieniach! Pierwsze zorganizowałam w wieku 11 lat. Już w listopadzie tworzyłam scenariusz, dobierałam wierszyki i kolędy. Potem ćwiczyłam to z bratem, a siostra obsługiwała stary magnetofon. Kiedy byliśmy już po kolacji, odbywała się premiera przedstawienia, które ćwiczyliśmy jakieś dwa tygodnie i była perfekcyjna! Po przedstawieniu lub tuż po wieczerzy (we wcześniejszych latach) rodzice kazali nam iść do drugiego pokoju i policzyć, ile choinek świeci się w oknach mieszkań bloków naprzeciwko, więc szliśmy z babcią, stawaliśmy przy oknie i liczyliśmy. A potem mówiliśmy to rodzicom, którzy w tym czasie przyjęli Mikołaja. Przyszedł wreszcie czas na rozpakowywanie prezentów! Dźwięk rozrywanego papieru! To chyba jeden z moich ulubionych dźwięków. Nie mogę doczekać się, kiedy po raz kolejny go usłyszę. Przyszedł czas euforii, śmiechów i wydawania okrzyków zachwytów. Po sprzątnięciu po kolacji i uciesze, przygotowywaliśmy ubrania i wybieraliśmy się do drugiej babci, czyli mamy mamy. Szliśmy lub jechaliśmy samochodem, podziwiając ozdoby świąteczne w mieście. Pamiętam, jak ślizgałam się z bratem na oblodzonym chodniku, a mama krzyczała, że zaraz się wywrócimy i będziemy płakać. Później wracaliśmy ze swoimi prezentami, pokazywaliśmy je babci, kąpaliśmy się i szliśmy do łóżek. Tak kończył się ten jedyny w roku taki dzień. 

Wszyscy dorośliśmy. Atmosfera nadal pozostała iście świąteczna, ale coś się zmieniło. To dziecięce podejście do tego czasu zniknęło. Niezmienny pozostał zapach mandarynek kojarzony ze świętami, pierniki, żywa choinka i ulubiony dźwięk rozdzieranego papieru. Mam nadzieję, że moje święta, kiedy już zamieszkam z mężem i urodzę dziećmi, będą wyglądały tak, jak te moje w dzieciństwie.

Piszcie mi w komentarzach Wasze wspomnienia świąteczne, z chęcią poczytam. Mam nadzieję, że post Wam się spodobał. Miłego popołudnia! 
Ściskam! ♥

Udostępnij ten post

2 komentarze :

  1. "Jeżeli poczujemy je w innym miesiącu niż grudzień, od razu kojarzą się ze świętami." A jak poczujemy je w grudniu, to już ze Świętami się nie kojarzą? Hihi, przepraszam. Taki mały sytuacyjny żarcik. :)
    Bardzo ciekawy post. Ja sama niestety odczuwam, że wraz z wiekiem ta magia jakby gdzieś ulatuje. Co prawda mam pewne rodzinne problemy, więc ta "rodzinna" atmosfera u mnie na Świętach nie do końca jest taka, jakiej chciałabym doświadczyć, ale co zrobić. Czasami tak musi być. Poza tym od kilku lat brakuje mi ośnieżonego pejzażu w grudniu. Co to za święta bez śniegu? Bez tej wszechobecnej bieli nic nie jest tak magiczne i piękne, jak być powinno. W każdym razie też mam nadzieje, że gdy będę miała własną rodzinę, moje szkraby będą odczuwały magię Świąt dokładnie tak jak ja, gdy byłam młodsza. I może będą robiły mi świąteczne przedstawienia zupełnie jak Ty, bo to super sprawa. :) Na dziś nie pozostaje nic innego jak dostrajanie się świąteczną muzyką, bo to zawsze działa!
    Pozdrawiam cieplutko. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiemy o co chodzi XD W grudniu wiemy, że święta się zbliżają, a w reszcie miesięcy to tylko skojarzenia :D
      Brak śniegu nie dokucza tylko Tobie. Kiedyś nie było świąt bez śniegu. Z biegiem lat, gdy zima nas zaskakuje, coraz częściej spędzamy ten czas, myśląc, że pogodzie blizej do wiosennej niż zimowej :/
      Ściskam!

      Usuń

Znajdziesz chwilę, żeby po przeczytaniu posta napisać kilka słów? Będę bardzo wdzięczna! :)